Terminy warsztatów Paverpol

Niechorz, czyli w Bohaczykowie w każdej znanej mi dziedzinie rękodzieła, a znam ponad 30, liczyłam ostatnio.
Chętnie poprowadzę warsztaty w miejscu Waszego zamieszkania.


piątek, 28 września 2012

Odrobina słońca

tej jesieni...
Komplet biżuterii wykonany koronką klockową. Zastosowałam tutaj nici lniane w dwóch grubościach i kolorach:
żółte, słoneczne i grube
oraz cieniutkie w naturalnym kolorze lnu...
Komplet chyba dość nietypowy...

Oto jesienny dotyk słońca...



Pozdrawiam serdecznie wszystkich zaglądających.



poniedziałek, 24 września 2012

Ze starego

coś innego...
Zacznę od nowej oprawy starego wachlarza. ( sam wachlarz również wykonałam sama w technice pergaminowej )
Jakoś poprzednia oprawa już do mnie nie przemawiała i w ramach wspomnień o lecie, dałam temu wachlarzowi nową kwiatową oprawę. Wykonałam passe z kartonu i okleiłam materiałem w kwiaty.
Efekt mi się podoba. Zdjęcie niestety jest jakie jest, w szybie odbija się zawsze coś...

Oto nowe oblicze starego wachlarza...


I specjalnie dla Asi - Jomo - zbliżenie fragmentu wachlarza



Gruga rzecz, której nadałam nowe oblicze to pudełko. Kiedyś zielone, potem wypłowiało na słońcu i stało się bezbarwne w zasadzie. Miało kolor bliżej nieokreślony. Dałam mu nową szatę i teraz jest takie. 


Zastanawiałam się czy wykonać jakąś ozdobę na wieczku... ale na razie zrezygnowałam i jest takie proste.


Pozdrawiam i dziękuję za wsparcie mojego filcowania ;-)

sobota, 22 września 2012

Rogate, ogniste...

kapcie na jesienny wieczór.
Czyli - moja kolejna próba popełnienia kapci z czesanki.
Tym razem ( bo ja nadal na czuja) ufilcowały mi się za szybko :-)  Są dla mnie takie na wcisk! Wniosek, muszę zrobić większą formę...
Grubość jest taka mniej więcej... kolejne zrobię pomiędzy ognistymi a pierwszymi, które były za miękkie. Chociaż te są w zasadzie w sam raz... ale chyba będą za ciepłe.
Osiągnęłam sukces - te są równe co do długości :-)
Jedno mnie zastanawia... jak zrobić, aby brzeg otworu był ładnie zaokrąglony? Niby coś go męczyłam ale i tak nie osiągnęłam okrągłego brzegu. Może je wykończę jakoś inaczej? Pomyślę.
Boję się je ponownie męczyć, bo mogą mi się zmniejszyć na całości, a tego bym nie chciała :-)

Oto ogniste i rogate kapcie jesienne :-)




Pozdrawiam ... chyba podoba mi się to filcowanie....

piątek, 21 września 2012

Stara kobieta

niosąca chrust z lasu.

Od dawna myślałam o takiej pracy. Przeważnie pokazuję kobiety piękne, wiotkie i powabne. A przecież to nie jest prawdą, że wszystkie i że zawsze ... jesteśmy, będziemy, byłyśmy - wiotkie piękne i powabne... To tylko część życia ...
Bo... życie to nie zawsze bajka o pięknej królewnie i królewiczu na białym koniu. Życie to również baśń, w której są czarownice, złe macochy ...
Są w niej także baby zielarki, zbierające zioła ... albo i przynoszące chrust, aby podpalić pod blachą i naparzyć ziółek  ... dla zbłąkanej dziewczyny, szukającej pocieszenia, rady, pociechy. Zielarki, która zna życie od każdej strony, zielarki, która po prostu WIE.

Kobieta, która WIE - to podobno WIEDŹMA

Wikipedia
Wiedźma - w przedchrześcijańskich, słowiańskich społecznościach kobieta posiadająca wiedzę, związana z ziołolecznictwem, medycyną, przyrodą. Osoba szanowana przez społeczeństwo, zwracano się do niej po rady...





Pozdrawiam wszystkie WIEDŹMY...

No cóż ....

chwalę się.
Najpierw pochwalę się tym co dostałam od Danusi...
Danusia na swoim blogu napisała już jakiś czas temu, ze u niej byłam... itd, itp. A ja nic. Głupio prawda? Ale chciałam aby to co dostałam miało swoje miejsce...
Miejsca swojego to cudo nie ma... ale pokażę i pochwalę się Wam co mam.

Dostałam od Danusi wrzosy, haftowane wrzosy, i do tego 3D!  Zobaczcie!





Teraz kolej na to co dostałam dziś od Elżuni. Dostałam chustecznik, z pięknej tkaniny uszyty własnoręcznie przez Elżunię, do tego maleńkiego faceta... jest świetny. Muszę pomyśleć do czego go przyczepić aby mi nie uciekł czasami ;-)



I to jeszcze nie koniec przybył do nas królik - też od Elżuni... powiem, że niesamowicie mi się podoba. Ponieważ to facet, nie da się ukryć, od razu znalazł miejsce w łóżeczku Kajetana. Kajetan co prawda ma nieco ponad miesiąc... ale na pewno docenia ten dar.


Na koniec pochwalę się jabłkami, które dojrzewają w ilości zawrotnej w naszym sadzie. Te należą do moich ulubionych. Niestety nie da się ich przechować. Trzeba je zjeść... no to jemy ;-)


Pełnią też funkcję ozdobną w mojej kuchni 


Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za te wspaniałe prezenty.




Kręcę sobie...

no może nie kręcę ... ale ucieram. To byłaby chyba poprawna forma, na opis tego co robię, prawda?
A co kręcę? Coś mnie trzyma to kręcenie... a może poza ucieraniem - jednak kręcę... tylko co?
Najbardziej nasuwa się, że jakieś ciasto...
Serniczek?
Biszkopt?
Mak, na makowiec?
A może coś innego?
A może ja wcale nie ciasto ... kręcę?
Może ucieram ( no udało się nie kręcić ), porzeczki czerwone z cukrem na galaretkę? Pycha! Pamiętam z dzieciństwa jak mama robiła taką, potem zamykała ją w maleńkich słoiczkach ( nie gotowała, zamykała taką utartą na zimno (i jadło się to z kaszką manną albo z budyniem )... dlaczego ja nigdy takiej nie zrobiłam? Ciekawe...

Jakby nie patrzeć coś ucieram i kręcę...
Sam temat pracy zaczerpnęłam od Danusi

Oto zielona panna co coś kręci... siedzi sobie w mojej kuchni, pilnuje chwilowo ( pozując do fotki ) moich książek o gotowaniu, jak widać używanych...


Na murku na słoneczku też można sobie pokręcić a co...


Zobaczcie jak zmienia się barwa kręcącej przy zmianie oświetlenia...


Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do odpowiedzi "co ona kręci?"



czwartek, 20 września 2012

No proszę ...

i kolejny facet wraca...
Ciekawa rzecz prawda? Chociaż ...
Tym razem zdecydowanie bardziej na luzie... normalnie jakby ze szkoły wracał ;-) ( mój syn tak wraca... )
Ale to nakrycie głowy sugeruje raczej powrót z jakiejś wycieczki ...
Czekam na wasze sugestie... gdzież on mógł być?

Popatrzcie, idzie, krok swobodny, niewymuszony...


Wręcz jakby zadowolony...


Niemal słychać jak sobie pogwizduje pod tym kapeluszem...


Gdyby nie to, że coś go trzyma... podskoczyłby sobie radośnie...


Pozdrawiam serdecznie 

wtorek, 18 września 2012

Jesień w domu,

 w lesie, na łące i w ogrodzie...

Przyszła jesień, czas zbiorów, suszenia ziół... swoje wysuszone zamknęłam w takich oto słoikach... Każdy ma inny kształt, stąd wiem jakie ziółko w nim siedzi...



A to moje ulubione drzewa, też powoli zółkną im liście...


Owoce głogu, pięknie wybarwione...


Dzikie jabłka, na jabłoni w lesie...


Konie pasące się na łące... cieszą się jeszcze w miarę zieloną trawą...


Słoneczniki kolorowe, 


I te żółte jak słońce... wspomnienie lata


Begonie jeszcze pięknie kwitną... 




Turki posiane w pniu drzewa... barwią się w jesiennym słońcu...


Kasztany ... to na pewno jesień...


Niebieskie winogrona... jeszcze kwaśne, ale już niedługo...



A na koniec niespodzianka dla tych co wytrwali... właśnie dzisiaj zakwitł w moim ogrodzie...


Aż się prosi aby w tym własnie poście znalazło się zaproszenie do Romy rozdaje piękne cukierasy, zobaczcie sami...



Pozdrawiam serdecznie...




poniedziałek, 17 września 2012

Tapicerowane

meble...
Tym razem powstały elementy tapicerowane, miękkie ... wyposażenia domu.
W końcu lale nie mogą cięgle na twardym ? Pupy będą bolały jak nic!
W godzinach wieczorowo - nocnych powstały: skrzynia - która może robić za siedzisko, kanapa, materac na łóżko... do tego powstało lustro, bo przecież jak się ubrać np na bal nie mając lustra?
Na dzisiejszy dzień Lale Zuzi mogą:
- się najeść ( stół, krzesła )
- od biedy się wyspać ( łóżko mają z materacem, ale nie mają pościeli ;-) )
 -odpocząć ( kanapa)
 -schować cosik ( skrzynia )
- i podziwiać swoją urodę ( lustro )...

Oto meble tapicerowane... i ważny dla kobiet i nie tylko element wyposażenia domu lustro!


Pozdrawiam i na razie dobrze się bawię wyposażając dom... teraz będzie chyba przerwa... bo w końcu nie mogę ciągle się bawić!

niedziela, 16 września 2012

Jak się powiedziało A...

i zrobiło domek .. to nie ma się wyjścia i trza to B też powiedzieć.
Czyli mebluję się ... powoli, powoli ale jakoś idzie.



Na początek stół i 4 krzesła, coby było na czym zjeść obiadek ;-) , jak przyniosłam Zuzi, padło pytanie, a dywan?



I łóżko, przecież spać też trzeba ...


Co dalej nie wiem... tzn wiem szafa by się przydała, biurko jakieś na ten przykład, jakiś wypoczynek może... 

Pozdrawiam serdecznie i zapraszam



Dom...

dla lalek... Tak dom, bo domek to raczej nie jest.
Jakoś tak sobie wymierzyłam, że zamiast domku wyszedł mi DOM! Bo jak nazwać domkiem coś co ma wymiary 100 x 65cm x 35?
Fakt, Zuzia zadowolona... Ja już mniej zdecydowanie byłam zadowolona, robiąc tego kolosa! Po pierwsze nigdy nie robiłam kartonażu w wymiarze większym nić notes A5. Po drugie, tektura okazała się za cienka ( przy tym wymiarze, powinna być zdecydowanie grubsza), musiałam kleić a i tak mi się lekko pofalowała! Po trzecie, oklejanie takich powierzchni nie należy do łatwych!
Ale jak się ma nie po kolei w głowie, to potem tak jest! Zamiast najpierw poćwiczyć większe formy na czymś w rodzaju segregatora ( przy okazji wreszcie bym się go dorobiła ;-) , to ja od razu na domy się rzucam, wariatka jedna!
Ale ja tak mam, jak mnie najdzie to nie ma odwrotu... a innej tektury nie miałam na stanie...

No nic pokazuję co mi z tego wyszło... Asię proszę o przymknięcia oczu...

Oczywiście jak się domyślacie... usłyszałam - ale się cieszę Babciu... tylko, ze ja nie mam mebli!



Pozdrawiam serdecznie i zapraszam.

czwartek, 13 września 2012

Coś innego

nie paverpol. Bo jeszcze trochę i pomyślicie, że już nic innego nie robię. Fakt mało robię innego ale bywa, że tak.
Tym razem pomysł na prezent zdjęciowy. Zresztą pomysł nie mój, tylko podpatrzony u Asi , mojej guru od kartonażu. Gdyby nie ona, nigdy bym nic w tej dziedzinie nie poczyniła... bo to przecież "nie dla mnie" jak sama mówiłam niedawno.

Oto kartonażowa przenośna rameczka na zdjęcia.
Zamknięta - można w ramkę włożyć fajny napis albo małą fotkę.


Otwarta


Z przykładowymi fotkami


Pozdrawiam serdecznie 

środa, 12 września 2012

Nauka....

tańca...
W końcu i ten etap trzeba przejść przed byciem mistrzem.... prawda?
A ucząc się, nie wszystko wychodzi jak należy ... to jasne!


Nie szkodzi, że tancerka wygląda jakby własnie zemdlała....


A on panicznie próbuje ją utrzymać....


No prawie, prawie im się udało.... przed nimi jeszcze sporo pracy i wylanego potu....


A tu moje zmagania z filcem. Tytuł posta i do tej materii pasuje jak ulał. Moje pierwsze kapcie, wykonane na czuja... Stąd jak powyżej, są trochę za cienki, wycięłam za duży otwór, chociaż nie spadają z nogi - no przepraszam, po prawdzie to nie spada jeden, ten mniejszy! Tak, tak nie są równe! Muszę ten większy jeszcze pomęczyć, aby dorównał do mniejszego...
Ale i tak jestem zadowolona, chociaż nie obyło się bez przygód ;-)


Pozdrówka w ten deszczowy dzień!

wtorek, 11 września 2012

Powrót...

młodego mężczyzny do domu. Skąd wraca? A czy to ważne? Ważne, że wraca.
Kiedyś wracał z plecakiem, często zniszczonym, przetartym na rantach... z uśmiechem,  niekiedy pogwizdując pod nosem...
Dzisiejszy młody człowiek nie może podobno obejść się bez dwóch rzeczy, a mianowicie bez komóry i lapka... podobno.
Pewnie dlatego już nie podśpiewuje, bo jak tu podśpiewywać, no powiedzcie sami, jak?  Przecież ta komóra ciągle coś od niego chce! No jak?
A bez okna na świat w postaci laptopa też nijak się nie da... bo skąd wiedza? Przecież, że z internetu... no bo skąd?
Jeszcze trochę i okaże się, że takie dinozaury jak ja będą musiały w domu siedzieć... pod ochroną będą, jak te ginące gatunki!!!! ;-)))

Przedstawiam Wam tego oto mężczyznę... wysoki pod chmury, chudy, z komórą przy uchu i laptopem w ręku...

Już  jest na końcu drogi....... 


Idzie prawie doszedł do domu...



No tak zatrzymał się bo wciąż gada przez komórę, jak tu wejść do domu? Gadając...



Ponownie ruszył, chyba jednak wejdzie do domu z komóra przy uchu, coś burknie pod nosem i schowa się w swoim pokoju, bo musi dokończyć rozmowę.


Pozdrówka