Terminy warsztatów Paverpol

Niechorz, czyli w Bohaczykowie w każdej znanej mi dziedzinie rękodzieła, a znam ponad 30, liczyłam ostatnio.
Chętnie poprowadzę warsztaty w miejscu Waszego zamieszkania.


niedziela, 31 marca 2013

Pergamin

powrócił...
wykonałam kartkę na komunię...
Poproszono mnie o wykonanie kartki na tę okazję dla chłopca... stąd powrót do pergaminu.
Kolejny raz przekonuję się, że do pergaminu trzeba mieć dobry wzrok... albo dobre okulary :)... u mnie to drugie się sprawdza.


Wczoraj wykonałam pierwszy etap... czyli wytłoczenie rysunku... projekt własny...


dzisiaj po śniadaniu zrobiłam koronkę ( również projekt własny ) i całość skomponowałam w kolorach - ciemnego niebieskiego i bieli...


Pokażę jeszcze karteczkę, którą wykonałam dla koleżanki z forum ( w ramach prezentu wielkanocnego ), karteczka trochę śmieszna, inspirowana kartką jaką kiedyś otrzymałam - zajączek zaglądający przez okienko... widać tylko tylne łapki i kuperek...


Pozdrawiam świątecznie... 


piątek, 29 marca 2013

Życzenia już były

prac już być nie miało... ale...
no właśnie ale...
Jakoś w tym roku nie miałam pomysłu na zajączka dla wnuków... u nas w zasadzie nie robi się prezentów z tej okazji. W zwyczaju jest tylko paczuszka słodyczy od rodziców... bo to nie święta z podarkami ... chociaż patrząc przez okno trudno się nie pomylić :)
Dlatego spokojnie się zastanawiałam, bo najwyżej nie byłoby prezentów... od babci...
No i dziś mnie naszło... a w zasadzie w nocy mnie naszło...
Wpadłam na pomysł jajek z niespodzianką... postanowiłam je zrobić z masy papierowej... ale tu dylemat ... nie mam jajek plastikowych - na których mogłabym wykonać te z masy...
Chodziłam po domu i szukałam czegoś coby się nadało... i w końcu stwierdziłam, że na wydmuszkach gęsich zrobię, co tam.
Jak pomyślałam tak zrobiłam, położyłam kilka warstw gazet moczonych w rozrzedzonym vikolu... to wykonałam wczoraj w nocy. Do dziś mi wyschło... rano przecięłam je na pół - razem z wydmuszką. Na połówki położyłam warstwę gotowej masy papierowej... po wyschnięciu wyszlifowałam, mniej więcej na gładko. Wycięłam ozdoby z serwetek i nakleiłam na górne części jaj, potem to podmalowałam i polakierowałam lakierem w sprayu... góry były gotowe.
No to czas na dolne części... zrobiłam wewnątrz obręcz z tektury, pomalowałam, nakleiłam koronkę i wstążeczki z kokardkami... pokryłam klejem i obtoczyłam z kaszy jaglanej... całość wysuszyłam...

I mam drobne prezenty w jaju niespodziance własnego wyrobu



I po otwarciu ...


I tym świątecznym jednak akcentem... żegnam się w dniu dzisiejszym ... bo jak się pewnie domyślacie ... robota leży sobie cichutko...

Życzenia i ostatnia praca

przed świętami - tak myślę ;

Zacznę od pracy... za oknem zima, a u mnie niezapominajki kwitną...
Dlaczego akurat niezapominajki?  Myślę, że dlatego, że je bardzo lubię... ale i dlatego, że jak pisałam wcześniej mam niewiele wstążek :)
Ta praca powstawała z przygodami... bo:
1. Coś mnie podkusiło i zamiast wykonać podmalowanie farbami do jedwabiu ( jak przedtem ) wzięłam inne. Też do tkanin - tyle, że te nie wchłaniają się w włókna tkaniny, tylko pozostają na wierzchu. To spowodowało, że ...dziurki tkaniny mi się pozalepiały...
2. Musiałam przebijać się przez te zamalowane dziurki... a i tak lekko się nie przeciąga tych wstążek...
3. Złamałam dwie igły...
4. W trakcie okazało się, że mam za mało wstążki niebieskiej, stąd inne kwiatki...
5. Na koniec... jak oprawiałam, okazało się, że widać iż haft jest wykonywany na owalnym tamborku ... nijak nie udało się tego ukryć ...

Praca jest wykonana haftem wstążeczkowym, haftem muliną - gałązki, kilka krzyżyków też się znalazło...no i podmalowana :)

A tak się prezentuje praca w kolorze niebieskim 


Zbliżenie samego haftu

Jajo wykonane koronką klockową - corocznie bierze udział w  moich życzeniach dla Was...

W tym roku życzę Wam ciepłych i radosnych Świąt Wielkanocnych. 
Dziękuję za wszystkie kartki z życzeniami, 
za życzenia 
i za to, że trwacie tutaj przy mnie...






środa, 27 marca 2013

Trochę jak...

ze starego kufra babci...
Takie miałam skojarzenie , gdy skończyłam w nocy ten obrazeczek...
Postanowiłam wypełnić drugą jasną, głęboką rameczkę, którą posiadam w swoich zbiorach - idealną do prac przestrzennych... czyli i do tego rodzaju haftu.
Był tylko jeden szkopuł... mam niewiele wstążeczek i w sensie ilości i w sensie kolorów... a zieleni nie mam aktualnie wcale... do tego jak mam jakiś kolor to gatunek inny i szerokość też :)
Ale co tam ... od czego są nici i farby, prawda? Tego mam pod dostatkiem...

Wybór kolorystyki musiał być dostosowany do kolorów wstążeczek, siłą rzeczy - bo miał to być jednak haft wstążeczkowy... więc to one miały grać tu rolę główną.

Wysypałam swoje wstążeczki, w ilości opłakanej... i stwierdziłam, że muszę wykorzystać róż, którego w zasadzie nie lubię... do tego był to PRAWDZIWY róż... ale co tam damy radę :)
Od niego zaczęłam... coby mieć to za sobą ;)
W hafcie wykorzystałam wstążeczki różnej szerokości od 1,5 cm do 0.3 cm... do tego w dwóch rodzajach satynowe i szyfonowe ( myślę, że tak się one nazywają ).
Gałązki i liście haftowałam muliną, reszta malowana farbami do tkanin...

Oto efekt moich nocnych zmagań ze wstążką


I w zbliżeniu sam haft, tu widać, że wstążki też były podmalowywane, szczególnie te różowe ;) 
to jest realna wielkość tego haftu.


Serdecznie pozdrawiam i czekam na komentarze, które czytam zawsze co zaznaczam odpowiadając na każdy. Bardzo lubię ten rodzaj komentarzy - rozmów...






No to podparłam się profesjonalnie...

Już wyjaśniam...
Wczoraj Magda po obejrzeniu mojego "pierwszego razu" , zaproponowała, że mi podeśle książkę - i mnie oświeciło!
Ja mam taką książkę... no to, porą nocną udałam się do działu robótki "ręczne itd" w moim księgozbiorze... i książka po książce, dotarłam do pozycji Ann Cox o hafcie wstążeczkowym :)
Książka godna polecenia, dla chcących zacząć tę przygodę.
Opisy są dokładne, wszystko zobrazowane...
I powiem Wam szczerze, że już wiem dlaczego dotychczas nie haftowałam wstążeczkami :)))
Pamiętam jak oglądałam to pierwszy raz ( dawno to było... ) i zobaczyłam jak to NALEŻY robić - stwierdziłam ,że to nie dla mnie!
To przytrzymywanie drugą igłą itd itp... za dużo zachodu...
Ciekawa jestem, czy Danusia haftuje tak, jak to opisuje Ann... może nam to tu napisze - Danusia oczywiście  - jak nie, to zapytam przy okazji :)
Na szczęście zapomniałam o tej książce, robiąc pierwszą pracę. Pewnie kolejny raz bym stwierdziła, że to nie dla mnie. A tym sposobem wykonałam tamten haft po mojemu... i widać się da!
Ten kolejny, dzisiejszy wykonałam też po mojemu... czyli bez wzoru i bez drugiej igły... mi wystarczają moje palce - mam ich w końcu 10!
Tyle, że zobaczyłam ściegi jakie się w tym hafcie stosuje... i już nie muszę wyważać drzwi, które dawno są otwarte :)

Oto moje irysy


Haftowane wstążką 5 mm, środeczki i gałązki muliną...
Sam len podmalowany ( zresztą na fotce widać kawałek talerza, na którym mieszałam farby ;) ) farbami do jedwabiu, przed haftowaniem i po haftowaniu domalowany i len i wstążeczki liściowe.
Oprawiłam w rameczkę głęboką ze szkłem... przy ostatnim układaniu znalazłam kilka takich... nie są duże, ale do tych miniatur jak znalazł. Ta ma 20 cm x 15 cm...

Pozdrawiam serdecznie wszystkich i jakby co to życzę dobrych, ciepłych świąt...



wtorek, 26 marca 2013

Zima nadal trzyma,

ale święta jednak będą :)
No to jakieś jaja trzeba poukładać, prawda?
U mnie raczej zawsze te dekoracje są spokojne... w dużej mierze oparte na tym co mam jako upominki... co roku pieczołowicie je chowam i w kolejnym wykładam. W trochę innej aranżacji, ale w minimalnie zmienionym składzie... oczywiście pojawiają się te, które otrzymałam w przeciągu ostatniego roku :)
W tym brakuje mi zieleni... czyli tego wiosennego dodatku ... chyba będę musiała nabyć jakieś kwiaty... aby jednak trochę tej zieleni i żółci się pojawiło...

Na dziś niektóre miejsca wyglądają tak...

Zacznę tak jak wchodzi się do naszego domu...

Okno, które jest obok drzwi wejściowych udekorowałam w tym roku jedynymi wierconymi przeze mnie jajami ... i firaneczką, którą kiedyś sama wydziergałam ( jest na niej drzewo )... 


Tak wygląda parapet pod tymże oknem... jaja są malowane przeze mnie...


Z drugiej strony tych drzwi mam taki spory podest... i na nim postawiłam starą szufladę z nieistniejącej już komody, wyłożyłam ją serwetą szydełkową... są w niej jaja wykonane przez moją przyjaciółkę i zajączki wykonane przez Halinkę z forum pergaminowego.
Obok kot bawiący się jajami paverpolowymi, z drugiej moja żółta rzeźba na tle obrazu od Danusi ... oczywiście do tego stroik z bazi i gałązek brzozy...



Na wprost drzwi stoi stary maleńki kredensik a na nim... rewelacyjny koszyczek od Danusi wypełniony czystymi wydmuszkami ( najbardziej mi takie do niego pasowały )... kurka z ciasta od Halinki z forum i gliniane jajo od Irenki ubrane w wianek z gałązek brzozy...


Wchodzimy do kuchni połączonej z holem...( z powyższych zdjęć) na parapecie stoją w kryształowych szkłach ( po mojej mamie ) jaja malowane przez dwie moje koleżanki Mirkę i Kasię... 


W oknie zawiesiłam pięknego zająca szklanego, którego dostałam od przyjaciółki 


 nadal pozostając w kuchni... na okapie, nad piecem kuchennym powiesiłam jajo - kartkę od Marysi oraz dwie kurki uszyte przez Zosię z forum pergaminowego


dalej ustawiłam kartki otrzymane w tym roku od przyjaciół... niniejszym serdecznie dziękuję... a na boczku wisi owieczka wykonana przez niesamowitą osobę Magdę - Magda lepi przepiękne rzeczy... na półce stoi też dzwonek, jakby się Mikołajowi coś pomyliło ;)


W mojej małej pracowni, na moim stole jest piękne jajo od Asi - Jomo - tu opowiem śmieszną historię... byłam przekonana, że mam od Asi bombkę z macoszkami ... co ja się jej naszukałam przed Gwiazdką ;)



Taka dekoracja leży na mojej zamrażarce... a właściwie na zamrażarce mojej córki ( tyle, że stoi u nas ) i ta dekoracja pewnie mocno ją będzie denerwowała ;)


A taki zestaw jest na dużym starym kredensie w tzw dużym pokoju... tutaj na stareńkim porcelanowym talerzu leżą jaja złote paverpolowe, złote wiercone i dekupażowe od Eli z Forum pergaminowego. w kieliszku jest jajo od Ani a za nim obrazek ze złotym jajem z koronki klockowej ( moim )...


Na stoliku, który powstał ze starego blatu opierającego się na trzech starych krzesłach ( jako nogach )  stoję dwie srebrne rzeźby ze srebrnymi jajami w rękach ;)


Na koniec dla tych co wytrwali pokażę obrazek z poprzedniego posta, ale fotka jest dzienna :)


No to Was przeciągnęłam po moim domostwie ;)))









poniedziałek, 25 marca 2013

No i kolejny mój pierwszy raz...

tak, tak - pierwszy ...
Haft jako taki jak wiecie nie jest mi obcy ... ale haft wstążeczkowy, to zupełnie inny rodzaj haftu. Wstążeczka to jednak nie jest nitka... tym bardziej, że ja normalnie haftuję pojedynczą niteczką muliny ... więc sami rozumiecie sama grubość wstążki powala - chociaż tę miniaturkę haftowałam w zasadzie wąską wstążeczką...
Poza tym, same zasady haftu wstążką są mi obce :)
Ale faktem jest, że wiem jak on wygląda, bo mam jeden obraz haftowany przez mistrzynię tego haftu Danusię , i będąc u niej naoglądałam się jej prac - mam nadzieję, że się nie przewróci patrząc na moje dzieło... ;)
Dzisiaj po sprzątaniu domu ... nie miałam ochoty na normalne moje rękodzielnictwo ,( a że jest duży księżyc, to i tak nie mogę spać ), więc...
Natknąwszy się na moje niewielkie zbiory wstążeczek, postanowiłam się zmierzyć z tym co robi Danusia... i powiem Wam, że nie jest to łatwe.
No może nie dosłownie zmierzyć... bo nijak mi do niej... ale po prostu spróbować z czym się to je...

Pamiętacie moją rameczkę, do której haftowałam damę w kapeluszu? Dama mi się nie dała do niej wcisnąć - rameczka okazała się zdecydowanie za mała...
Dzisiaj mając niewiele wstążeczek... wykonałam maleńki bukiecik do tej rameczki właśnie... ( wewnętrzne rozmiary ramki to 11cm x 8 cm ) ...

Oto moja maleńka próbka tego haftu...

zdjęcia robione w nocy

 z lampą 


i bez lampy


I tym akcentem pozdrawiam i życzę dobrej nocy...



czwartek, 21 marca 2013

Przypomniały mi się lata dziecinne...

i zabawki wykonane przez dziadka...
Wtedy nie miało się dziesiątków lalek, samochodzików i misiów... pamiętam pierwszą prawdziwą lalkę, taką z mrugającymi oczyma -  pamiętam ze szczegółami jak wyglądała...
I pamiętam jak wyrwałam nieco włosów mojemu bratu, gdy ten mi ją bezczelnie zniszczył... włosy to nic, ale wypatroszyłam mu jego misia... coby rachunki wyrównać ;)

A dlaczego mi się to przypomniało? Bo wyplotłam wózeczek... absolutny recykling...

Z gazety pomorskiej wyplotłam - jak widać dół z wydrukiem, potem paseczek w kolorze i budka biała


kółka, to dwa patyczki ucięte ze starej rączki od kulki do ucierania, gazeta pomorska i stary sznurek


Pościele uszyte ze starej serwetki lnianej, koroneczka też jakieś resztki...


guziczki ze starej garsonki kiedyś odprute


rączka z patyczka do jedzenia chińskiego


No i taki oto mi się wykluł.... jeżeli kiedyś wykonam drugi to postaram się aby kółka się kręciły ;)

Pozdrawiam i zaglądajcie, komentujcie.... i fajnie że jesteście.



środa, 20 marca 2013

Miał być

kosz do rurek... czyli wąski i wysoki...
Ale tylko miał być - za ostro poleciałam z dnem - plotłam sobie, patrząc jednocześnie na jakiś film i zanim się zorientowałam dno miało 23 cm :)
No to zrobiłam koszyk w przykrywką...
Koszyk jest kolorowy, przykrywka biała ( teoretycznie, bo nie malowana gazeta nie jest do końca biała ) z jednym paseczkiem kolorowym.

Oto rzeczony kosz, co to miał być zupełnie czymś innym... tak jak Puchatek mówił do Prosiaczka ( gdy ten został wykąpany przez Kangurzycę ) - " Ty nie możesz być Prosiaczkiem, bo Prosiaczek jest zupełnie innego koloru ..."

Ten koszyk też tak ma... tyle, że " ty nie możesz być na rurki, bo na rurki jest zupełnie innego kształtu..."


Pokrywka powinna mieć taki rancik od wewnątrz... ale jeszcze nie ma... może kolejna, będzie miała :)





Pozdrawiam serdecznie i mogę znów zabrać się za kręcenie rurek... bo je wyplotłam zupełnie :)
Idzie tych rurek, oj idzie...
Ale jednocześnie już mi wychodzą całkiem niezłe te rurki...

Dzięki za wszystko i za komentarze, które popychają do działania...


wtorek, 19 marca 2013

Makulatura

u mnie w obróbce... czyli wikliny papierowej ciąg dalszy...
Za oknem biało... sypie nieustannie - a swoją drogą, piękną mamy zimę tej wiosny...
Ciekawe czy święta będą też białe - wtedy nie pozostanie nic innego, jak wieszać jaja na gałązkach świerku ;)

Wracając do makulatury... to coraz bardziej mi się to podoba - plotę sobie...  spokój cisza, cieplutko a ja sobie plotę...
Kolejny koszyczek... w zasadzie miseczka, tym razem od a do z, wykonana moimi rękoma. Nawet brzeg udało mi się wykonać.

Nie maluję rurek... ani przed


ani po pleceniu... mnie najbardziej podobają się takie gazetowe... nie udające prawdziwej wikliny. 


jedynie lakierem pokrywam gotowy wyrób.
Zobaczcie jak  fajnie prezentuje się z kolorowymi kwiatami...


pozdrawiam i plotę sobie dalej trzy po trzy :)


poniedziałek, 18 marca 2013

No to się

wyszkoliłam :)
Dzisiaj byłam u koleżanki forumowej Gosi ... w celu pobrania nauk.
Nauka dotyczyłam papierowej wikliny... jak wiecie muszę się tego naumieć ;)
Oczywiście, nie obyło się bez gadulenia, kawki itp ...
Gosia po wykonaniu przeze mnie ( z jej pomocą przy wykończeniu tegoż ) koszyczka - stwierdziła, że podstawy posiadam...

Oto maleństwo, które wykonałam - idealne będzie na długopisy...


Dzisiaj nic więcej nie wytworzę raczej... chyba, że w nocy!
Pozdrawiam serdecznie...

niedziela, 17 marca 2013

Zobaczcie

moja łąka zakwitła :)
Znajoma poprosiła o kwiatki z filcu - jako broszki...
Chciała dwa... ale wykonałam cztery, przy jednym moczeniu się... będzie zapas. Muszę stwierdzić, że filcowanie lubię... czyli czas wreszcie zdobyć duży stół...

Oto moja stołowa łąka cała w kwieciu ... wiosna idzie jak nic...











No to byle do wiosny ;)))

sobota, 16 marca 2013

Studentki

UTW, z którymi mam zajęcia postanowiły się nauczyć wikliny papierowej... czyli co zrobiły? Zleciły mi, abym je nauczyła czegoś, czego sama nie umiem...
Do wikliny miałam dwa podejścia ... pierwsze było kilka lat temu z Anią , gdy rzeczona była u mnie... zdaje się z tego co pamiętam, żadna z nas nie dała rady uwić czegoś podobnego do koszyka ;)
Drugie było w samotności... ale poległam już na zwijaniu rurek ;)
Kilka razy ktoś mi pokazywał co i jak... ale oporna byłam na wiedzę ;)
Wczoraj w nocy postanowiłam sprawdzić, czy da się zwijać rurki wiertarką... Mam taką szybkoobrotową, kupioną dwa lata temu do jaj wiercenia ( kolejna technika, którą opanowałam w stopniu podstawowym, ale nie mam do niej cierpliwości ) popełniłam kilka takich jaj.
No to skoro na forum podano, że można zwijać rurki za pomocą wiertarki...  to oczywiście sprawdziłam.
Można!
Mi wychodzą tylko krótkie - pewnie dlatego, ze mam taką wiertarkę, jaką mam...
Następnie zapoznałam się z kursem Ani ( polecam ten blog, każdemu kto się chce nauczyć pleść... ) i zabrałam się do pracy.
Powiem, że z pewnym lękiem się zabrałam, bo pomyślałam sobie - po tylu podejściach nieudanych -to pewnie będzie kolejna klapa.
Ale obiecałam, że spróbuję, więc cóż było robić :)

Tym oto sposobem powstał koszyczek, w zasadzie pierwszy mój... nawet ma pałąk - tu już moja radosna twórczość ;) nie trzymałam się instrukcji Ani...




Swego czasu robiłam też takie zwierzaczki szydełkowe, pokażę Wam jednego jego mina pasuje do tego koszyka. 

Osiołek powstał dla Ady, która kiedyś miała nick Osiołek.
Z tego co pamiętam powstał też miś i konik ale mam tylko tę fotkę :)
Tak sobie siedziałam i plotłam trzy po trzy... i stwierdziłam, że chyba łatwiej byłoby policzyć techniki, których nie próbowałam ;)








czwartek, 14 marca 2013

Jestem specjalnym pojazdem,

bo wjadę na 18 - tkę!
Chociaż jestem niewielki, a nawet niektórzy twierdzą, że drobiażdżkiem jestem... ale za to JAKIM!
1. ŻÓŁTY jestem ... mało jest żółtych aut
2. GARBUSEM jestem... ich też jest mało
3. KUDŁATY jestem... takich ma nie wcale
4. MIĘCIUTKI jestem... raczej rzadkość
5. UFILCOWANY jestem ... chyba też jest nas niewiele...

Czyli można powiedzieć, że jestem WYJĄTKOWY!

Oto ja we własnej osobie, stoję sobie na słoneczku



tak prezentuję się z przodu

a to mój tył...


No i w cieniu 



Garbusek ma 8 x 4 x 5 cm... czyli chyba faktycznie jest drobiażdżkiem ;)

Dzięki za motywowanie mnie do dalszych pierwszych razów ;)