Terminy warsztatów Paverpol

Niechorz, czyli w Bohaczykowie w każdej znanej mi dziedzinie rękodzieła, a znam ponad 30, liczyłam ostatnio.
Chętnie poprowadzę warsztaty w miejscu Waszego zamieszkania.


poniedziałek, 31 marca 2014

Jak ten czas

szybko leci... Ani się obejrzysz a okaże się, że człek stary jest :)
Skąd ta refleksja?
A stąd, że spotkałam dziś Fredka...

Fredek to mój uczeń... no niezupełnie. Bo on był moim uczniem, kiedyś - okazało się, że dawno temu. A mi się wydawało, że to dopiero co uczyłam tę klasę. Wiem, wiem powinnam wiedzieć, że to dawno było - w końcu od pewnego czasu już nie uczę. 
Ale może nie o tym... przecież miało być o Fredku. No więc spotkałam go na ulicy. Szedł chodnikiem. Nie wiem czy mnie poznał, czy nie... ale ja poznałam go od razu! 


W szkole był takim urwisem... ale potem pięknie okazywał skruchę... i każdemu miękło serducho. Zawsze mu się upiekło... pewnie każdy z Was zna tego typu dzieci.
No i znów odbiegam od tematu. Spotkałam, poznałam i oczywiście zaczepiłam. 
Fredek! Jak miło cię widzieć! Nic się nie zmieniłeś! itd.


A on... mi wyjaśnił, że nie jest Fredkiem... lecz Fryderykiem! Wyobrażacie to sobie! Toć to Fredek jak nic! Jaki Fryderyk! Jedyna zmiana to faktycznie jakby większy i trochę starszy... ale twarz ta sama, a nawet te splecione ręce... te same!


Ale faktycznie jakby już nie ten... jak odchodził to jakby nie ten urwis... ale może mi się tylko tak wydawało!


Jak myślicie? Czy my się starzejemy razem z nimi? Z naszymi uczniami? 
Z poważaniem Pani od matmy ;)

Opowieść nie jest o mnie... jedynie Fryderyk to postać jak widać rzeczywista :)))




sobota, 29 marca 2014

Słońce świeci

cieplutko... idealna aura na wiosenny spacer.
A skoro wiosna, to i kobiety... już nie w ciepłych płaszczach, nie owinięte szalami... nie ukryte za postawionymi kołnierzami...
Teraz rozpinamy płaszcze, ubieramy się lżej... ale i przyciągamy wzrok panów ;) Kto nie zna takiego obrazka... podobno oni tak już mają ;)

Wyszedłem na chwilę, ale pogoda taka piękna... Jak tu nie ulec urokowi wiosny?

Płaszcz rozpięty... szal lekko zarzucony... sama przyjemność...


Idę sobie powoli... rozglądam się... aż mój wzrok padł na idącą naprzeciw mnie kobietę, jakby nie z tej epoki... suknia długa, ręce ukryte bynajmniej nie w rękawiczkach....


Oczywiście obejrzałem się za nią, no bo jak tu się nie obejrzeć?


Patrzyłem za nią dłuższą chwilę - oczarowany...


Zaciekawiła mnie... oj, bardzo mnie zaciekawiła... postanowiłem ją dogonić, zagadać... poznać...


Mijając nadal się jej przyglądałem... po prostu nie mogłem wzroku oderwać...


Wreszcie się odważyłem i podszedłem... przeprosiłem i zapytałem kim jest, skąd przybywa? Jak znalazła się w moim świecie? W tym świecie komórek, komputerów... pośpiechu...


Szliśmy chwilę razem... rozmawialiśmy. Ja artysta, człowiek wolny i ... ona ...
Wcale nie z innej planety... Powiedziała mi, że ona to podobnie jak ja artystka... tyle, że teatralna. Po prostu wyszła na moment w czasie próby, odetchnąć świeżym powietrzem... a dlaczego tutaj? Bo właśnie gra w maleńkim prowincjonalnym teatrze i jest jej z tym dobrze...


Myślę, że nie było to nasze ostatnie spotkanie z Marią ... a nawet wiem o tym, na pewno...

A teraz kilka zbliżeń :)






Pozdrawiam serdecznie w tę słoneczną sobotę ... i jak tu nie pójść na spacer... no jak?


















czwartek, 27 marca 2014

Jak już

wspominałam, są prace z gliny, które ciągle czekają na pokazanie... ale są też takie, które czekają na wypalenie.
Dzisiaj byłam w pracowni, ulepiłam co nieco... ale też przyniosłam dwie prace.
Pokażę dziś jedną - druga musi być sfotografowana w dzień. A dla tej pora jak najbardziej odpowiednia...
Kiedyś będąc w pracowni z Zuzią ulepiłam worek z dziurkami... Miało być jajo, ale stwierdziłam, że jajo będzie tylko na święta - worek jest całoroczny ;)

Oto gliniany worek - lampionik 

Wersja dzienna... fotka na moim stole w małej pracowni...


Wersja wieczorowa... na parapecie w holu...


Wykonany z czerwonej gliny i po wypaleniu potraktowany bejcą i lakierobejcą ... efekt mnie pozytywnie zaskoczył :)


środa, 26 marca 2014

Prace dotarły...

czyli oddałam je nowym właścicielom. Mogę je pokazać!
Zacznę od kur! Tym razem z gliny... rodzinka. Przyznam się, że miała tylko jedna praca trafić do mojej przyjaciółki, ale jak je zobaczyłam nie potrafiłam ich rozdzielić.
No bo jak rodzinę rozdzielić?
Tym sposobem targałam je w walizce... zajęły mi połowę walizki! Do tego w drodze urwał mi się uchwyt, ten od kółek! Jak sobie wyobraziłam, że mam tę ciężką walizkę nieść to zrobiło mi się słabo ;)
Ale gdzie pomysłowość rękodzielnicza! Zakupiłam sobie kolorowy sznurek ( w kolorze, który mi się przyda ) powiązałam co trzeba i znów mogłam ciągnąc ciężar na kółkach!
Wyobrażacie sobie mnie siedzącą niemal na chodniku i wiążącą walizkę ;)

A oto przyczyna awarii!!!
Pan kur, pani kura ( może nieść jajo, i może dbać o ciepło bo jest jednocześnie lampionem) i dziecię kurka...
Prawda, że nie można było ich rozdzielić :)


Druga praca, którą chcę pokazać to obraz... wykonany zgodnie z opisem. Miała być Temida, toga adwokacka i data. 


Pozdrawiam po przerwie :)


wtorek, 18 marca 2014

Dwie prace...

które są kompletnie inne... jakby z innej bajki - ale jednocześnie mają ze sobą coś wspólnego i nie tylko to co wspólne to materia, z której powstały.
Bo materia jak najbardziej wspólna ( glina ), i sposób wypalenia również ( surowa, jedynie przyciemniona )... ale nie tylko.
Może po kolei...

" Opowiem Ci o miłości..." 

Rzeźba w stylu raczej nowoczesnym... prosta w formie, symboliczna, nie dosłowna... a jednak bardzo ciepła - tak myślę. 




" Niosę... dar..." 
Rzeźba już nie w stylu nowoczesnym - a jednak również prosta w formie, symboliczna, niedosłowna... a jednak równie ciepła - taka matka natura...




Te dwie prace to nie jedyne, które dziś przyniosłam z pracowni. A i kilka jeszcze czeka na wypał.




niedziela, 16 marca 2014

Słuchaj... Zenek

może wyjdziemy się przejść? Poszukamy kapusty, albo co? Ciasno w tym koszu!



- No nie wiem...
- Jak nie wiesz? Nie wiesz czy ciasno?
- Grzechu, że ciasno to wiem, nie jestem idiotą - czuję, że to jajo nas przywala... ale nie wiem, czy wyleźć! No bo wiesz, jak to jest... tu może i ciasno, ale u siebie! A tam na zewnątrz...  No i co to za idiotyczny pomysł z tą kapustą? Zimą? Kapusty chcesz szukać? Oszalałeś?
- Zaraz oszalałeś! Po prostu szukam rozwiązania... ciasno jak diabli... a do świąt jeszcze trochę!
- A wiesz co, ja mam pomysł!
- Ty! Pomysł! Jaki ty możesz mieć pomysł? No jaki? No sam pomyśl... Zenek, Ty?
- No co? Za głupi jestem, czy jak? Nie mogę mieć pomysłu?
- Pomysł to możesz mieć... nie sztuka mieć pomysł! Sztuka mieć dobry pomysł!
- To ci nie powiem!
- No nie... nie wygłupiaj się powiedz... no powiedz! Zenek, przepraszam... powiedz!
- Ale już nie będziesz mówił, że jestem za głupi?
- Słowo zająca!
- Po co będziemy wychodzić? Wywalmy jajo!!!!

I tak zrobili :)



Koszyk i jajo wykonane z masy papierowej - papier mache.
Koszyk pomalowany akrylem wewnątrz i przetarty.


Jajo ozdobione wypukłymi i wklęsłymi reliefami :)
Na koszyku po bokach też wypukłe reliefy.



A oto koszyk i jajo wykonane tą sama techniką przez 6 - letnią Zuzię...


Na koniec pochwalę się, że zostałam posiadaczką wymarzonej owcy!
Oczywiście w wykonaniu mistrzyni czyli Bożenki ... wykonanie jest perfekcyjne!
Bożenko dziękuję za owieczkę ( będzie całoroczną ozdobą mojego domu ) i za nasionka, tak za nasionka bo i takie dostałam. Może uda mi się wyhodować tykwy :) 


Czyż nie jest słodka?


Pozdrawiam BB











wtorek, 11 marca 2014

Trillianioł

Pamiętacie moją rozdawajkę... w której szczęście uśmiechnęło się do Uli - Trilli.
Dziś dotarł posłaniec, więc mogę pokazać i opowiedzieć jego opowieść... no i co najważniejsze się spodobał :)

Trillianioł



Jestem Aniołem przybyłym z Szydlandii... krainy, gdzie wszystko jest szydełkowe. My anioły z Szydlandii jesteśmy opiekunami maniaków szydełkowych. Przybywamy na ziemię, aby opiekować się ludźmi, którzy tak jak my uwielbiają szydełko i to co ono potrafi.



Bo przecież ogólnie wiadomym jest, że nie ludzie tworzą tkaniny szydełkiem... to szydełko tka te tkaniny... a ręce ludzkie są tylko narzędziem, prawda?



Jakość tych tkanin i ich wykonanie zależne jest od wielu czynników...
1. od szydełka i jego doświadczenia... w tkaniu
2. od Anioła opiekuna, czym fajniejszy anioł tym tkanie z wyższej półki
3. od nici oczywiście też
4. od narzędzi czyli rąk, które trzymają szydełko
5. od miłości jaką darzy tę profesję - Anioł, szydełko i człowiek ... oczywiście muszą grać zawsze jedną melodię ... być jak orkiestra...



widząc, że w tym domu ( oczywiście domu Uli - mój dopisek ) szydełko ma zasłużoną pozycję w sercu domowników, opuszczam moją Szydlandię i przybywam...



mam nadzieję, że będzie mi tutaj równie dobrze... uczynię wszystko co w mojej anielskiej mocy, aby zapanowała tutaj absolutna szydełkomania po wsze czasy i jeszcze trochę :)

I dwa zbliżenia...



Pozdrawiam katarowo... z kapiącym nosem :)




niedziela, 9 marca 2014

Wieczór...

nadszedł... i jakoś nie mogłam sobie znaleźć miejsca.
Może film by jakiś zobaczyć? Ale jaki? W tv nic nie znalazłam... pomysłu nie miałam... za to miałam maleńkie zdjątko wycięte kiedyś z jakiejś gazety i to czarno białe.
A na tymże tancerka flamenco. Skoro wlazło przed oczy, to może nim się zajmę dzisiaj. Jak flamenco to w czerwieni ... wiem niedawno była już w czerwieni ...
Może jednak dacie radę :)

" Flamenco..."


Pozdrawiam późno w noc :)

Skoro był facet

to i kobita być musi ;)
Dzisiaj ulepiłam kobiecą główkę - różni się od tej męskiej nie tylko rysami. Nie ma włosów i uszu :)
Włosów, bo dam jej paverpolowe. Uszu, bo cały czas się zastanawiam czy je będzie widać czy nie ;)
Wyłazi ze mnie leń, no bo po co się będę męczyć z lepieniem uszu, jeżeli przykryją je włosy... no po co?
Ale jak mi się zachce żeby było je widać i ich nie będzie?

No dobra... jest jak jest.

Od frontu - mniej więcej ;)


I z profilu...


Teraz teoretycznie mogłabym wykonać resztę... ale... zobaczy się :)

sobota, 8 marca 2014

Z okazji

wczorajszego święta... byłyśmy z Zuzią na tzw. twórczym dniu dla pań od 0 - 100 lat, w mojej pracowni ceramicznej.
Sporo się tam działo... bo i filcowanie i decu... ale kto chciał mógł lepić i z gliny. Jak myślicie co ja robiłam? Lepiłam oczywiście... bo jak tu nie skorzystać z takiej darmowej możliwości :)
Sporo prac mam już w pracowni, ale wszystko czeka w kolejce na wypał... nie ma pewności, czy wszystkie przetrwają...
I tak owczym pędem wczoraj wieczorem skusiło mnie lepienie... a w domu to jedynie z masy samoutwardzalnej... a jak z masy, to główka. Padło tym razem na faceta ... w dniu kobiet - może na przekór :)))
Nie wygładzam tych moich główek, bo mnie się takie rzeźbiarskie podobają. Lubię jak widać proces ich powstawania.

Oto główka do kolejnej rzeźby... może nie powstanie zaraz ale powstanie na pewno :)

Z profilu


z frontu


I tak jak pewnie będzie osadzona w rzeźbie...


Pozdrówki - i wszystkiego dobrego na wszystkie pozostałe dni roku :)


czwartek, 6 marca 2014

Kolejny dzień...

w zasadzie noc - kolejna praca...
Bardzo wiosenna... bo przecież idzie wiosna... nie napiszę czym ani kim się inspirowałam... bo poczekam na kogoś kto wie lepiej niż ja ;)
Ciekawe czy i tym razem zgadnie :)

Znowu kapelusz... ale tym razem na główce dziewczynki. Przyglądam się tej pracy i uśmiecham się sama do siebie :)

" Radość..."


Oczywiście pastele suche...

Jednak

zrobiłam korektę... może niewielką ale myślę, że znaczącą.
Najwięcej poprawiłam samą twarz... trochę skorygowałam ręce... i coś zadziało się ogólnie... Czy to widać? Nie mam pojęcia... ale ja widzę i wiem, że było to konieczne.


Teraz już taka pozostanie :)