Terminy warsztatów Paverpol

Niechorz, czyli w Bohaczykowie w każdej znanej mi dziedzinie rękodzieła, a znam ponad 30, liczyłam ostatnio.
Chętnie poprowadzę warsztaty w miejscu Waszego zamieszkania.


poniedziałek, 30 listopada 2015

Taki gość

zawitał do moich wnuków. W zasadzie to nie zawitał bo nie wszedł tylko zagląda, ciekawski :)
W końcu zaraz Mikołajki, to musi pilnować czy grzeczni są, czy też nie ;)
Oczywiście co ma być czerwone to jest - czego na zdjęciu nie widać, bo robione pod słońce :)


Dzisiaj U Kajtka w " kolu" andrzejki ... 
Mieli być czarodziejami lub kotami ...
Został czarodziejem, tutaj na fotce w stroju roboczym, bo w galowym go nie widziałam ;)


Pozdrawiam i lecę dalej ...


piątek, 27 listopada 2015

Muszę się pochwalić co

dostałam od Danusi i Eluni.
Danusia w ramach wymianki ... obdarowała mnie obrazem, który urzekł mnie od początku. Obrazem z powojem...

Zdjęcia zapożyczam od Danusi, mój aparat na pewno nie zrobi lepszych ... a wiem ,że Danusia się nie pogniewa ;)
Oto on... szukam teraz dla niego miesjca w domu :)
Co prawda chciałabym go mieć docelowo na tarasie ... ale to nie ta pora.


Drugim prezentem jest wisior z piórkiem.
Ten wyżej jest mój... 
Fotka zapożyczona jak poprzednia :)
Dostałam też materiały do decu... i maleńkiego konika dla Zuzki.
Dziękuję Danuś...


Wspomniałam na początku, że dostałam też coś od Eli.
Ela to kobieta o wielkim sercu... 
Gdy pisałam o kłopotach z finansowaniem moich zajeć w GDK, Ela zapytała czy chciałabym materiały.
Też pytanie, jasne - chcę - odpowiedziałam.
No to Ela mi przysłała ... 
Zobaczcie sami, wieeeeeeeelki wór materiałów.
Teraz tylko pomysły i do dzieła.
Dziękuję Elu za taki dar dla dzieciaków.
Wytargałam do zdjęcia połowę - ten stos z tyłu... reszta jeszcze w worku.


Pozdrawiam serdecznie ...

poniedziałek, 23 listopada 2015

Dawno nie malowałam - zmieniłam fotki chyba na lepsze ... co ja się muszę nakombinować z tym aparatem aby jakoś to bylo ....

w zasadzie nic nie malowałam.
Ciągnie mnie do farb... ale czas jest jeden.
Dzisiaj postanowiłam sięgnąc po farby, bo kolejny prezent trza było wykonać. Maleńkie kolczyki.
Wymyśliłam, że z kwiatkami a na jednym dodatkowo usiadła biedronka.
Niestety mój aparat nadal pozostawia wiele do życzenia, kompletnie nie mogłam nim wykonać zdjęć tak małych przedmiotów ... jest szansa na inny aparat, zobaczymy - wtedy najwyżej powtórzę fotki.
Na dziś mamy fotki z komórki - są jakie są :)

Maleńkie kolczyki - wielkość na fotce taka jak w rzeczywiśtości :)


Przy okazji mania w rękach farb i pędzla powstał taki oto komplecik. 




Pozdrawiam serdecznie te zdjęcia jeszcze bardziej pokazują deszczową aurę :)

niedziela, 22 listopada 2015

Koty z intymną misją dialogową.

Koty do zadań specjalnych, dla par :)


Oczywiście dajemy je osobno, kotka dla pani, kotek dla pana. 
Koniecznie z instrukcją działania ;)

Dzisiaj absolutnie NIE - boli mnie głowa :)


Sprawdzę jednak, może???


Kochanie, Jak miło...


Nie ucieka, to może jednak z tym bółem głowy to była ściema...




Niestety albo boli ją głowa faktycznie albo 
po prostu mnie nie kocha :)


Spradzę innym razem :)
Mija kolejny dzień... 


Oooo tym razem inicjatywa wyszła od niej :)
Zobaczymy...


Widzę, że coś może z tego być :)
Podtrzymuję temat, też mam ochotę :)


Jak ja ją kocham :)


Itd, itp ... tutaj nie mogę zaszaleć toć to miejsce publiczne :)
Ale myślę, że się spodoba ta para, parze, której jest przeznaczona :)

Może nawet wykonam kolejne :)

sobota, 21 listopada 2015

Nadal robię prezenty.

Dzisiaj postanowiłam wykonać dwóch Mikołajów. Potrzebnę są dwa, więc dwa!
Jest takich osobników sporo w necie. Podobają mi się takie właśnie. Z wiszącymi nóżkami, takie dziwaki Mikołaki :)
Brzuszko - główki wypełniłam im ryżem, noski ufilcowałam no i moje różnią się od tych, które widziałam w sieci tym, że mają oczy. Tak jakoś po zrobieniu stwierdziłam, że brakuje mi ich spojrzenia.
Moim nie sterczą czapeczki, które zakończyłam perełką.
Robi sie je fajnie w miarę szybko, no i są śmieszne ... co w Mikołajach uważam za ważne.

Mikołaki dziwaki :)




piątek, 20 listopada 2015

Opakowanie

dla konika.
Tym razem to nie kartonaż :)
Wczoraj skończyłam zjadać serek Valbon - i chwyciłam kartonik, aby go wywalić. W tym momencie zapaliła się lampka - toć idealne opakowanie dla konika!
No i zostawiłam. Dziś okleiłam i jest :)

Konik zadowolony jak widać, sianko dostał, głodny nie będzie czekając na gwiazdkę.



Lubię takie wykorzystywanie zbędnych opakowań :)

czwartek, 19 listopada 2015

Danusia już się

pochwaliła ... ale przecie i ja muszę - bo się uduszę :)
Dostałam od Danusi panienkę, za którą serdecznie dziękuję. Danusia zamówiła ją dla mnie u Eluni ... czyli dostałam ją także od Eluni - niniejszym dziękuję serdecznie i Tobie ... bo pośrednio, dostałam ja również od Ciebie.
Jest piękna, delikatna i w mojej kuchni wygląda jakby była u siebie :)
Widziałam takie panienki u Danusi i ogromnie mi się podobały ... a Danusia kobieta o wielkim sercu, nic mi nie mówiąc zamówiła taką dla mnie. Ale mi sprawiłaś radość kochana.

Prawda?


Poza panienką dotarł do mnie jeszcze kawałek materii, do wykorzystania w kartonażu - chyba Danusia mi sugeruje, że dawno nie robiłam pudeł np.
No i, że mam sobie zrobić sama, nie liczyć na nią ;)



środa, 18 listopada 2015

Konik

szydełkowy - brelok.
Wyszydełkowałam konika ... jako brelok do plecaka szkolnego.
Trochę mi to zajęło ... a sądziłam, że pójdzie szybko. A jednak dawno nie szydełkowałam zwierzaków.
W sumie rumak mi się  podoba, chociaż trochę za mocno go wypchałam albo za luźno wykonałam ( brzuszek ) bo na zdjęciu widać prześwity. W realu nie jest to tak widoczne... ale jak się przyjrzałam po wykonaniu fotki - jednak trochę jest.

Takiego sobie wymyśliłam :)



I tym akcentem końckim kończę stary a w zasadzie witam nowy dzień ;)

Kajtek tutaj

nie zagląda, więc mogę pokazać.
Muszę dokupić jakieś fajne samochody ( to co na zdjęciu to oczywiście jedyne pojazdy, które znalazłam w domu ) i będzie to prezentem dla młodego człowieka.
Pokazuję bo może komuś się spodoba i też wykona. Myślę, że pomysł fajny... i tani w wykonaniu.
Litera ma wysokość 1 m. Więc spora.
Myślę, o wykonaniu jakiegoś haczyka, aby można ją odwieszać na ścianie. Ale nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Na tej konstrukcji na środku zostanie umieszczona nazwa ronda.

Przebarwienia to wynik użycia lampy błyskowej.


Pozdrawiam serdecznie ...

wtorek, 17 listopada 2015

Od kilku lat myślałam o tym

aby wykonać koronkę z drutu. Ale jakoś odsuwałam ten temat bo,  nie wiele robię w klockach ... zawsze jest coś innego co mnie pochłonie i na klocki brak czasu.
W tym roku spełniłam swoje marzenie i byłam na Festiwalu koronki klockowej w Bobowej. A tam na jednym ze stoisk zobaczyłam koronkę zrobioną z drutu! No i oszalałam... to było, to co widziałam oczyma wyobraźni... leżało przede mną!
Byłam oczarowana tymi pracami. Niestety nie wzięłam wizytówki, więc nie pamiętam kto ja wykonywał. Ale bylo to piękne...
No i od tego czasu chodzi za mną znów, koronka klockowa z drutu. Drut oczywiście nabyłam zaraz po powrocie do domu ... ale na wałku był ten maleńki niedokończony kołnierzyk ... Aby wykonać coś nowego musiałam go skończyć i jakoś nie mogłam.
Ale jak wiecie kołnierzyk już został wykonany... no to nie było już wymówki, trzeba było sie zabrać.
Dziś nadszedł ten czas! Powiem szczerze nie jest to wcale łatwe i przyjemne działanie. Drut zdecydowanie gorzej podaje się pleceniu ... ale się da :)
Miałam kilka momentów zwątpienia w swoje umiejętności ... ale się nie poddałam. Zaczęłam oczywiście od czegoś małego i wydawało mi się prostego. Co wcale prostym nie było... bo drut nie słucha tak jak nić.
Przyznam, że z efektu jestem bardzo zadowolona - chociaż moze nie jest to ideał. Ale jak na pierwszą pracę myślę, że mogę być z tego zdecydowanie dumna!

Zaplanowałam, że będzie to liść. 
I tylko tyle było zaplanowane, reszta to radosna twórczość...
Niestety moj aparat pozostawia wiele do życzenia, fotka kompletnie spłaszcza tę pracę.


A to zdjęcie pokazuje, że liść nie jest płaski i o to też chodziło :)


Z obu stron wygląda fajnie.


Pozdrawiam i na pewno nie jest to moje ostatnie słowo w koronce z drutu.




Zuzia

zgłosiła się na konkurs szopek.
Oczywiście przybiegła na ratunek do Babci :)

Babcia pomyślała, poszperała, musiała być to praca, którą z moją pomocą wykona Zuzia. A więc musiała być ciekawa, ale względnie łatwa w wykonaniu.
Dzisiaj taką oto szopkę wyprodukowałyśmy " zespół w zespół ".

Części ( czyli kawałki, filcu, patyki, kiszonki, kóleczko itd ) przygotowała Babcia i Dziadek ... a Zuzia przy niewielkiej pomocy Babci poskładała je w całość :)


Nam się podoba a Wam?


poniedziałek, 16 listopada 2015

Pamiętacie

kiedyś zrobiłam trzy maleńkie kołnierzyki.
Miały być cztery, ale czwartego nie zdążyłam wykonać przed wyjazdem ... na którym chciałam je podarować.
No i jak to bywa, jak się nie skończy czegoś od razu to potem ciężko się zabrać. Tak było i tym razem. Taki niedokończony sobie był na wałku ... i żgał mnie w oko.
Dzisiaj kolejny raz mnie podrażnił ... i stwierdziłam przyszedł na ciebie czas...
Jak stwierdziłam, tak wykonałam. Czyli czwarty do kolekcji wykonany ... w zasadzie nie do kolekcji... bo kolekcja już oddana.
Ten sobie poczeka na swój los u mnie.

Tym razem oczywiście komletnie inny ... czerwono - czarny :)



Dla przypomnienia poprzednie wyglądały tak 




No to wałek wolny ... może czas na coś innego :)


Kolejna

propozycja dla młodzieży.
W grudniu zrobimy ozdoby na choinkę. Myślę, że takie śnieżynki będą super! Liczę na kreatywność młodych ludzi - więc pewnie każda będzie inna :)
Mnie się efekt podoba ... kiedyś dostałam od Agi śnieżynkę z rolek po papierze toaletowym... bardzo mi się spodobała i wczoraj się na nią natknęłam - pomysł więc zaczerpnęłam od Agi.
Moja jest bardziej zawijaskowa...

Czyli, srebrna śnieżynka z rolek :)


niedziela, 15 listopada 2015

Młodzież

na zajęciach, które prowadzę męczy mnie - chcą robić figurki.
Wszystko rozbija się o brak kasy... wpadli na ten pomysł widząc rzeźby z tkanin robione przez dorosłych w poprzednim roku - w tym nie ma zajęć dla dorosłych ... dlaczego? Nie ma kasy!
Od razu im wytłumaczyłam, że rzeźby z tkanin odpadają, z gliny też, z wszelkich mas również ... bo nie ma kasy! Powiem Wam, że mam głowę spuchniętą od wymyślania zajęć dla dzieci i młodzieży ... bo muszą odbywać się bez kasy! Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam. Oczywiście wspieram sie swoimi materiałami, bo bez tego to już dawno bym odpadła!
Na dziś zaproponowałam, aby podnieść mi płacę o 5 zł ( bo i tak korzystam z materiałów, które sama kupuję ) ... wtedy coś mogłabym kupować sama odpowiednio do pomysłów. Zobaczymy co z tego wyjdzie ... za jakiś czas zapytam.
Wracająć do tematu ... jakoś musiałam odpowiedzieć na marzenie młodych ludzi - oczywiście bez kasy!
Wymyśliłam, że możemy wykonywać figurki z gazet i ręczników papierowych, starych drucików i kawałków folii aluminiowej. Klej z mąki, tę kupię sama.
Z tego właśnie powstała dziewczynka z czerwonym balonikiem :)

Początkowo myślałam o tym, aby wykonać gładką rzeźbę i po prostu ją pomalować...
Ale w trakcie powstawania wpadłam na pomysł ubrania jej w gazety i pozostawienie bez koloru.
Jedynym elementem koloru miał być właśnie tytułowy balonik.
Tak zrobiłam i efekt mi się podoba... ciekawe czy młodzi ludzie też zechcą coś takiego robić. Trochę trzeba się przy tym nasiedzieć... ciekawe czy starczy im cierpliwości.



piątek, 13 listopada 2015

No to mam kolejną

główkę.
Tym razem kompletnie inną, bo ... nie dziecięcą.
Będzie to facet, raczej w średnim wieku ... kim będzie? Tego jeszcze nie wiem... na pewno nie elegancikiem, bo na takiego nie wygląda. Raczej zmęczony życiem... a może nie ...
Kilka pomysłów mi chodzi po głowie ... ale jeszcze się nie sprecyzowało. I tak muszę mu najpierw stworzyć ciało... więc mam czas.
A Wam, na kogo on wygląda?

Przedstawiam Pana Zbinia!


Pozdrawiam serdecznie i do napisania :)

środa, 11 listopada 2015

Aniu

Koroneczko uległam Twojej prośbie...
W końcu nie można być upartym i nieprzejednanym ;)
Tak - Ania poprosiła mnie w poprzednim poście, o pokazanie pieca w mojej kuchni. Piec został postawiony jakieś 15 lat temu ( chyba ) przez miejscowego zduna, który poszukał dla nas stare 100 letnie kafle. Kafle białe, proste nic szczególnego - ale chciałam koniecznie, aby były stare.
W niektórych miejscach trzeba było sztukować, bo już całych nie było... ale mi to kompletnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
Sam pomysł postawienia pieca narożnego, należy do mojego M. Ja z kolei koniecznie chciałam, aby pociągnąć kafle jeszcze w górę i zrobić półkę. Tak to zostało zaplanowane i wykonane. Miał jeszcze być tzw. bratnik ... ale tak mnie urzekły koronkowe drzwiczki, że powstało coś, co pozwalało jedynie na suszenie owoców ;)
Kiedyś ten piec ogrzewał cały nasz dom, więc w każdy dzień jesieni i zimy trzaskał w nim ogień... powiem Wam, że niekiedy tęsknię do tego trzaskającego ognia w kuchni. Do tamtej kuchni ... bo i kuchnia wtedy była inna ... był w niej stół, którego teraz nie ma - jest obok w jadalni. Niby niedaleko...
No i ten garnek zupy, który stał sobie z boku ( oczywiście nie każdego dnia ) i w każdym momencie ... obojętnie o której wracało się zmarzniętym, można było od razu zjeść talerz gorącej zupy! A wtedy jeszcze były mroźne zimy.
Miało to jeden minus ... kuchnia nadawała się do malowania po każdej zimie!

No to się rozpisałam, powspominałam to kolej na obiecaną fotkę :)


Oczywiście jak się pewnie domyślacie mieszkam na wsi ... 
Nie urodziłam się tutaj ...  prawie 30 lat mieszkałam w okolicy Poznania,
w Poznaniu się urodziłam ja, mój M i moje córki,
synowie to już Krajanie, a nie poznańskie pyry...
Sporo czasu zajęło mi zaakceptowanie tego miejsca... 
Do dziś chyba nie do końca tutaj pasuję... ale jest to moje miejsce...
Pozdrawiam serdecznie!



wtorek, 10 listopada 2015

Tak już mam,

że muszę wykonać pracę, którą zamierzam robić na zajęciach.
Baaardzo rzadko się zdarza, że robimy coś, nie wiedząc jak to wyjdzie. Zresztą uczestnicy wolą mieć przed oczyma to, co mają wykonać. Ja mam mieszane uczucia - powinno się wykonać przykładową pracę, czy nie...
Bo z jednej strony, ( jak mawiał pewien mleczarz... ) pewnie łatwiej się robi, jak ma sie przed sobą wykonaną pracę... ale zdrugiej strony, ograniczą się wtedy inwencję robiących. Są dzieciaki, które i tak robię po swojemu, ale są takie, które na siłę dążą do wykonania takiej samej pracy!
Ja z kolei, jak coś sobie wymyślę ... to wolę to wykonać, choćby po to, aby zobaczyć czy to się "sprawdza w praniu" ... bo co by było, gdyby nie? Trochę głupio...
W poprzednim tygodniu wymyśliłam, że zrobimy lampion z papier mache! W końcu w tej porze roku światełek w domu nigdy za wiele. Już na poprzednich zajęciach dzieciaki zaczęły... trochę były zawiedzione, że nie ma pracy przykładowej. Ale nie miałam wtedy czasu, aby ją zrobić. Potem sobie pomyślałam, że przecież nie zawsze muszę!
Wczoraj stwierdzilam, że jednak zrobię. I tak pomiędzy szyciem ciuchów dla Tośki, okleiłam balon gazetami... do dziś wszystko wyschło.
No to pomalowałam i powiesiłam... i efekt bardzo mi się podoba. Rewelacyjnie wygląda wieczorną porą.
W zasadzie nie musi być w formie wiszącej ... ale w tej podoba mi się bardziej, no i jest nietypowym świecznikiem.
Koniecznie do środka trzeba włożyć jakiś maleńki podstawek pod tealight, bo jednak to papier!

Zobaczcie sami jaki fajny efekt :)


Druga fotka zrobiona komórką ... efekt starości idealny ;)


Pozdrawiam serdecznie i zapraszam jak zawsze :)





poniedziałek, 9 listopada 2015

Antonina, Tośka, Antosia ...

Prawda, że ładnie?
Wyobraźcie sobie, że ONA mnie już ubrała!
Normalnie szok! Nikodem prawie się obraził... Ale jak mnie zobaczył to mu przeszło. Chyba stwierdził, że takie towarzystwo może być... lepiej z taką Tośką, niż z lalką golasem ;)
Jak wiecie od rana się zaczęło ... dostałam buty - ale to już wiadomo, bo o tym opowiadałam rano.
Myślałam, że na tym koniec... że na resztę to sobie poczekam. A tu niespodziewajka.
Chyba ONA miała dziś dobry dzień!
A ja na tym skorzystałam!
No to po kolei ... buty powstały, ale ONA mi ich nie założyła! Byłam trochę zła ... bo jak siedziałam w tym sweterku, tak siedziałam. Nożyny gołe... niby nie było zimno, ale jak patrzyłam na te buty, to jakoś zimniej mi się robiło.
Cóż sama sobie nie ubiorę - myślę, muszę czekać.
ONA sobie poszła... a ja siedzę.
Minęło kilka godzin... i widzę, że Ona idzie i niesie jakieś materiały. Dobra nasza, sobie mruczę. Nikodem co prawda studził moje zapały ... bo twierdził, że ONA ubiera nas dłuuuugo.
Widzę, że znów mierzy, kroi, wycina, wywala ... potem szyje, pruje, znów szyje...
Po jakimś czasie, przymierza mi! Sukienkę mi uszyła! Powiem szczerze, trochę się zawiodłam, bo w portkach byłoby wygodniej ... ale ONA mówi, że muszę mieć kieckę... bo mogliby mnie pomylić z chłopakiem i zostałabym Antkiem.
Już wolę mieć sukienkę, niż być facetem !
Sukienka ubrana... a po chwili znów mi zdjęła. Normalnie, nie wiem o co chodzi!
No tak, jeszcze nie skończona... jeszcze guziczki trza przyszyć!
Kolejna przymiarka ... ONA mnie ogląda i widzę, że coś jej nie pasuje. Chyba za krótka ta kiecka! Usiadła i myśli...
Wymyśliła, że uszyje mi taką spódniczkę pod spód, dłuższą od sukienki.
No to sobie myślę, już jestem gotowa.
A tu figa!
Jeszcze bluzeczkę mi uszyła... i skarpetki.

Zobaczcie jaka jestem śliczna, pomimo sukienki.
Dostałam od NIEJ jeszcze owieczkę do zabawy. 
Śliczną, zawsze tu była... ta owieczka. 
Teraz jest moja.


Dopiero co mi uszyła sukienkę, a ja już oderwałam kieszonkę, wepchnęłąm do niej owieczkę i się podarło.
Może nie zauważy... jak myślicie?


Nawet skakankę mam!
Tak skakałam, że mi się kokardka odwiązała :)


Normalnie zabawa na całego!


No to pa, idę do Nikodema, pokażę mu swoją owieczkę i skakankę... 


Nikodem, to jakby mój starszy brat.
Mówi, że ONA obiecała mu deskorolkę ... 
Trochę mi głupio ... bo on jej nie dostał, a ja mam i owieczkę i skakankę.
Chciałam mu jedno dać ... ale on mówi, że to dla maluchów.

Buziaki Wam ślę...
I wiecie co ONA jest całkiem fajna...




Koniec wybierania!

Nareszcie się zdecydowała! Zastanawiała się i zastanawiała... i pewnie jeszcze by nadal się zastanawiała ... gdyby nie to, że postanowiła mnie ubrać.
No bez przesady z tym ubrać! Zaczęła... jak zawsze od dołu ;)
Ale, wracam do mojego imienia. Wczoraj pod nosem mruczała, może Honorcia... może Rozalka... może Tośka ... a może... dalej mruczała tak cicho, że nie rozumiałam.
Ale mruczała i mruczała...
W końcu, z tego co zrozumiałam postanowiła się z tym przespać. Mruczeć przestała i dalej siedziała milcząc. Nudno było... tzn mnie, bo ONA coś tam dziergoliła na drutach... nie dla mnie, o nie.
Dzisiaj rano nie mogłam się doczekać, kiedy wreszcie przyjdzie i odezwie sie do mnie inaczej ... no bo jak wiecie dotychczas mówiła o mnie lalka.
W końcu przyszła ... ale nadal milczy. Myślę, po ptokach ... przespała się, ale nadal nic z tego.
Mimo to, przyglądam się co robi... no i słucham uważnie. Ale siedzi cicho i coś tam kreśli, wycina, mierzy. No i mierzy też mnie! Czyli coś dla mnie tym razem będzie!
Dobra nasza!
Bez imienia, ale za to jakiś przyodziewek będę miała. Zawsze coś.
Jak mówię, siedzi, kroi, wywala, znów kroi... w końcu siada do maszyny. Szyje, ogląda, pruje... szyje ... i końca nie widać.
A ja siedzę i nadal nie wiem nic!
Potem wyciąga klej, skleja, coś mruczy pod nosem ... ale tego powtarzała nie będę. Bo to nic z moim imieniem nie ma wspólnego, tylko z tym co robi.
W końcu przychodzi do mnie, zakłada mi to na nogi i mówi ...
No Tośka, masz buty!
Czyli mam buty i mam imię! 
TOŚKA - fajne nie!!!  Buty też mam fajne! 
Zobaczcie!


Zaczęła od dołu jak przy Nikodemie... oby potem szło szybciej!
Pozdrawiamy Was wszystkich serdecznie 
Ja Antonina, Tośka
A ja dziekuję Wam wszystkim za propozycje imion dla mnie, bez tego to ona nigdy by nic nie wymyśliła i na zawsze zostałabym lalką 
 i
ONA.







niedziela, 8 listopada 2015

A jednak

powstał drugi czapkowy zwierzak :)
Zuzia zdecydowała się na kota. Czyli jednak uszy, oczy i nos ;)
Chyba wyszło też fajnie ... do tego powstał prosty komin, który na foty się nie załapał :)


Na tym kończę dziergactwo ... chyba, że będą kolejne zamówienia ;)

sobota, 7 listopada 2015

Normalnie się zadziergam

na amen...
Kajtek zaopatrzony już w komplecie. Wykonano wedle zamówienia ... jest wszystko nosek, oczka, uszka ...
Są też pompony - ale tych nie udało mi się sfocić - czapka została zabrana... pompony wykonane zostały jako ostatni element przy młodym właścicielu ... można rzec pilnował mnie do końca.
Nie wiem czy myślał, że babcia będzie w niej,  tzn. czapce paradować po wsi?
Fakt, że pilnował i zaraz zabrał.
Mam więc fotkę tylko bez poponiastej czapki, ale za to w komplecie z golfikiem ;)


Za to pompony można zobaczyć przy czapce Zuzi... 
Kajtek tzn czapka Kajtka dostała takie same, tylko we właściwym kolorze.
Czapka Zuzki ma pompony, za to nie ma reszty...
Czyli oczu, nosa i uszu.
Jutro, a właściwie dzisiaj ( właśnie zauważyłam, że to już kolejny dzień ) młoda dama zadecyduje, czy reszta ma być, czy też nie :)


Dobrej nocy życzę wszystkim zadzierganym i nie tylko :)

Właściciel czapki

przymierzył ... i owszem zakceptował ... ale...
Zadał pytanie...
Babciu, a gdzie ten miś ma nosek?
No tak, uszy ma, oczy ma a nosek?
A noska nie ma!
Tzn. nie było.
Bo już jest oczywiście.
Jak dałam misiowi nosek, to okazało się, że oczy są nie tak rozstawione i trzeba je odpruć. Jak przyłożyłam we właściwym miejscu, to wydały mi się jakieś mało widoczne przy nosku. Skoro tak to wysypałam zapas guzików ( też zbieracie? ) i wyszukałam bardziej pasujące do noska. Przyszyłam.
Skoro jednak ma być miś, to misie mają przeważnie jaśniejsze uszka z przodu - dorobiłam :)

Myślę, że chłopak miał rację, zdecydowanie brakowało mu noska, którego obecność spowodowała absolutnie pozytywne zmiany w całości.

A wy jak uważacie? Miał rację mały właściciel czapki?
Ja myślę, że zdecydowanie tak!


Pozdrawiam dziergaczy :) 
Trochę będę dziergaczem... bo mam jeszcze trochę do wykonania :)