Terminy warsztatów Paverpol

Niechorz, czyli w Bohaczykowie w każdej znanej mi dziedzinie rękodzieła, a znam ponad 30, liczyłam ostatnio.
Chętnie poprowadzę warsztaty w miejscu Waszego zamieszkania.


wtorek, 31 stycznia 2017

Najwyższy czas

coś pokazać :)
Coś mnie ostatnimi czasy, łamało w kościach. Nijak nie mogłam wykrzesać energii na wykonanie rzeczy, których nie musiałam, koniecznie wykonać. A i te konieczne, nie wszystkie zdołałam zrobić.
No cóż, bywają takie dni :)
Ale dzisiaj trochę lepiej, chociaż nadal nie superowo. Jednak totalna niemoc ustąpiła ...
W związku z powyższym, powstały Franusine stópaski :)


Prawda, że urocze?
Może i na całego Franusia starczy energii? Zobaczymy!
Prędzej czy później, na pewno!
Serdecznie pozdrawiam i życzę dobrej nocki :)

sobota, 28 stycznia 2017

Dzisiaj

mam Wam do powiedzenia więcej niż zwykle. Czyli nie tylko pokażę co mam zrobione, ale...
Ale po kolei ...
Zacznę jak zawsze, czyli pokażę co zrobiłam.

Główka, która posłużyła mi do zilustrowania słów - "być albo nie być ... " - nabrała normalnego wyglądu. Jeszcze jej co nieco brakuje, ale to szczegóły.

Będzie to na pewno chłopiec, gdy ją skończyłam wczoraj, a właściwie dzisiaj w nocy, spojrzałam i natychmiast stwierdziłam, że to jest Franuś.
Wiem, że był już Franek ... ale ten wygląda mi na Franusia.
Chyba, że nadacie mu inne imię i mnie przekonacie do innego :)



I to byłoby na tyle, w sprawie prezentacji co mam na warsztacie.


Teraz druga sprawa, z którą przybywam. Ten post jest wyjątkowy, bo jest to 1000 post opublikowany na tym blogu. Czyli chyba jestem dość pracowita, bo ...
Jak wiecie mój blog służy w zasadzie tylko temu, aby pokazać co robię. Nie wszystko co wychodzi z moich rąk pokazuję, ale jak wiecie i tak goszczę tutaj często. 
Do tego w lutym mija 6 lat prowadzenia tego bloga ... w zasadzie bez przerw. Czyli średnio publikuję 166 postów rocznie. Czy to dużo? Sama nie wiem. ale chyba sporo biorąc pod uwagę ilość dni w roku.
Były chyba dwie przerwy z tego co pamiętam. Jedna nawet dotyczyła rozważań, czy go nie zamknąć ... ale przetrwałam.
Teraz myślę, że dobrze ... świat blogowy jest światem spokojnym, pozwalającym na nadanie własnego rytmu. Polubiłam go, czy z wzajemnością? Mam taką nadzieję.
Dobrze ja tu gadam, a Wy sobie myślicie ... gada, gada i co z tego? ;)
Przechodzę do rzeczy. Myślę, że należałoby to jakoś uczcić. Jasne można by wypić lampkę wina ... tylko jak by Was tu zebrać i gdzie?
Skoro to jest niemożliwe, to chyba tradycyjnie podaruję Wam jakiś drobiazg. A może ktoś z Was chciałby podarować mi prezent z tej okazji? ;)
Z góry uprzedzam, że nie będzie to Franuś ... aby nie było rozczarowania, piszę to wprost.
Nie wyróżniam tego zdania o podarunku, nie chcę abyście to gdziekolwiek ogłaszali, jest to rozdawajka tylko dla tych, którzy tu zaglądają i czytają to co piszę. 
Oczywiście dla wszystkich, którzy czytają, nie tylko dla tych co komentują ... ktokolwiek widział, ktokolwiek wie i chce ten drobiazg otrzymać musi zaznaczyć to w komentarzu pod tym postem. Komentarze  o chęci przygarnięcia mogą pojawiać się do 20.02. 2017 potem wylosuję i wyślę niespodziewajkę. :)
Wysyłka tylko na terenie Polski, jakby co :)




piątek, 27 stycznia 2017

Danusia

Anstahe poprosiła o kilak zbliżeń.
Poprzednie fotki były robione we wnętrzu, kompletnie się nie nadawały do zbliżeń ;)
Dlatego wczesnym rankiem, pomimo mrozu Gosianiołkier wybrał się na spacer ... może poszukiwał przy okazji miejsc na plener?
Wykorzystałam moment i zrobiłam kilka zdjęć. Nie są może idealne, ale dało się coś więcej pokazać i mam nadzieję, że zaspokoję Danusiną ciekawość :)
Jeżeli On albo ja nabędziemy sie kataru, to mam nadzieję Danuś, że masz coś w swojej apteczce ... np dobrą naleweczkę ;)










Nie będę się wielce rozpisywać, bo opowieść już była ...  teraz tylko sesja :)

czwartek, 26 stycznia 2017

Dawno tutaj

nie witali mieszkańcy krainy Aniołów.
Przedstawiam Wam dzisiaj jednego z nich ...

GOSIANIOŁKIER

Oczywiście Anioł Osobisty...
i jego historia :)
Jak już wiecie zapewne, my Anioły od czasu do czasu dostajemy misję na ziemi. Jedne przybywają na chwilę, inne zostają na dłużej. Najdłużej zostają Anioły Osobiste. Bo jak sama nazwa wskazuje są osobiste, więc nie mogą nagle przestać być osobiste, prawda?
Nie każdy Anioł dostaje taką misję ... jest to wyróżnienie. Nie każdy też ma swojego Anioła Osobistego :) ale każdy może mieć :)


Niedawno zostałem wezwany i oświadczono mi, że zostanę takim Aniołem. Dlaczego? A dlatego, że jest na ziemi osoba, która podobno mnie potrzebuje.


Wyjaśniono mi pokrótce moją rolę i kazano mi się do niej w miarę możliwości przygotować.
No bo wiecie, podobno ta osoba do której mnie wysyłają, świetnie radzi sobie z kolorami, fajnie potrafi je mieszać, świetnie rysuje itd, itp.


Ale jej marzeniem jest malować! Malować obrazy! Tylko brakuje jej odwagi! 
Tylko tego! Albo aż tego!
A może tylko motywacji?


Moją rolą ma być przekonanie jej, że to proste... wystarczy odpowiednio się ubrać, wziąć pędzle, podobrazie lub jakąś płytę ... wybrać się w plener i już!
Proste prawda?


No to ja, w ramach przygotowań do misji w naszych przepastnych szafach ( w których można znaleźć wszystko ) poszukałem sobie
1. koszulę, coby się tymi farbami nie upaprać, no bo normalnie to my się nie paprzemy, ale tam trzeba to robić tak jak wy... a wtedy moje anielskie szaty, kompletnie zmieniłyby kolory!
2. jakieś pędzle ... co prawda my Anioły nie musimy ich używać, ale na ziemi nie mogę malować bez nich, bo jeszcze posądzą mnie o czary ;)
3. wziąłem dwie płyty ... na czymś muszą powstać te obrazy...
4. na koniec poszukałem kapelusza ... podobno na ziemi często świeci słońce ... 


Jedynie kompletnie zapomniałem o farbach! No bo jak już wspominałem, my ich nie potrzebujemy, to mi wyleciało. Ale przecież kupimy jakby co! W tych waszych sklepach, których u was pełno, mają chyba farby? 
No to jestem gotowy do misji ... teraz jedynie muszę udać się pod wskazany adres i dodać komu trzeba odwagi, trochę dyscypliny też się pewnie przyda i muszę być chyba jeszcze nieustępliwy... jak sądzicie?
No i wiecie, sam też muszę się pilnować, bo tam z góry ciągle nas obserwują ... trzeba przacować nie ma, że boli ;)


Pozdrawiamy serdecznie jeszcze z Anielewa. 

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Natasza

mieszka w Polsce od kilku lat ... studiuje.
Wynajmuje pokój z kilkoma koleżankami ... jest fajnie, tylko tęskno. Bliscy daleko, no i jednak jest inaczej ... jak to w obcym kraju. Nie żeby narzekała ... nie ma takiej opcji, w końcu sama się uparła, aby tu przyjechać. Chciała poznać kraj i mieszkających w nim ludzi.
Ponieważ jest jak to opisuję powyżej,  gdy tylko zobaczyła plakaty, nie mogła tego wydarzenia kulturalnego pominąć! Po prostu nie mogła!
Bilety diabelnie drogie ... niestety! Wróciła do domu i namówiła swoje współmieszkanki, aby razem zobaczyć ten występ. A mowa tutaj o balecie rosyjskim, przyjeżdża na kilka występów do Polski! Poszły razem po bilety, kupiły dla siebie i dla Wojtka, też chciał zobaczyć. Wojtek, to chłopak Nataszy.

Oczywiście jak to z kobietami bywa ... miała dylemat w co się ubrać. Wiadomo studentka nie ma za dużo ciuchów, a eleganckich to na lekarstwo. Przejrzały szafę i coś znalazły.

Raisa pożyczysz mi płaszcz? Wiesz ten kolorowy z czerwonymi guzikami ... 
Chyba, że w nim idziesz. 
Nie, ja wezmę ten granatowy, jak chcesz to możesz założyć.


Dzięki, będzie mi pasował do mojej bluzki, zresztą do całości w zasadzie. Wiesz najgorzej zawsze z tym co na wierzch. 
Jestem gotowa, płaszcz od Raisy, szalik jedwabny od Marty, torebka Kasi ... reszta moja. Mogę iść. 


Ooo, Wojtek już jest ... dziewczyny idziemy? 
My jeszcze nie jesteśmy gotowe, idźcie sami spotkamy się w teatrze.
Dobrze ... to my idziemy. Do zobaczenia!
Tylko za długo nie marudźcie, bo się spóźnicie...



Teatr blisko, więc poszliśmy spacerkiem ... miło tak razem :)
W teatrze Wojtek oczywiście zachował się jak dżentelmen, zabrał mój płaszcz do szatni...


No tak, płaszcz oddałam, a szala nie! 
Gdzie jest ten Wojtek ... Muszę go koniecznie poszukać i oddać ten szalik.
Ufff udało się :) mimo tłoku znalazłam Wojtka na czas.


Wszystko co piękne zawsze kończy się za szybko. Tak było i tym razem ... przepiękny spektakl, no i te wspomnienia. No cóż, dokonujemy wyborów, za każdym wyborem kryją się jego konsekwencje. Wiadomo, bywają różne. Najważniejsze, że bilans jest na plus. Powiem Wam, że gdybym miała kolejny raz dokonać wyboru uczelni, chyba zrobiłabym tak samo. Mimo wszystko.


Ok, już po występie, wszystko mam możemy wracać. Wojtek namawia nas na wieczorny spacer, księżyc świeci, jest cudnie. Idziemy sami. Dziewczyny pod byle pretekstem wymówiły się, podobno będą się uczyć. Bzdura! Oczywiście nie chciały nam przeszkadzać :)


Wszystkiego dobrego wszystkim życzę :)
Pozdrawiam Beata




niedziela, 15 stycznia 2017

Być albo nie być ...

oto jest pytanie ...

Myślę, że ten cytat pasuje i do pracy, którą chcę dzisiaj pokazać i do posta poniżej :)
Wracając do teraz ... myślę, że w takiej odsłonie jeszcze Wam nie pokazywałam moich lalek :) a w zasadzie główek. Dzisiaj postanowiłam pokazać wam początkowy etap główki lalki, której oczy zostaną wprawione ( jak u Helenki ) a nie namalowane.

Zobaczcie, czyż ten cytat nie pasuje?
Jakbym jeszcze ją sfociła na dłoni ...


I w trochę innym ustawieniu 


A tu odnośnik do posta o plebiscycie, jakby ktoś szukał :)


piątek, 13 stycznia 2017

Proszę o głosy :)

Dostałam nominację Gazety Pomorskiej w plebiscycie OSOBOWOŚĆ ROKU 2016 w kategorii KULTURA.


Sama nominacja już jest czymś ogromnie miłym, ale gdyby jeszcze mieć Wasze głosy to już byłoby szczęście :) 
Wiem ,że na świat blogowy można zawsze liczyć, więc liczę na WAS.

W związku z tym wyróżnieniem proszę o głosy :)


Pozdrawiam i dziękuję.
http://www.pomorska.pl/plebiscyty/osobowosc-roku/a/osobowosc-roku-2016-powiat-sepolenski-wyniki,11684340/





środa, 11 stycznia 2017

Transfer...

Zapytacie pewnie dlaczego nie decu?
Efekt podobny, wykonanie łatwiejsze i szybsze ... itd itp.
W zasadzie przyznam rację ... nakleić serwetkę prościej i szybciej ... nie ma tego czekania, ścierania itd. Ale nie ma też tego ryzyka, że się zetrze za dużo, nie ma tej małej porcji czarów ... wyłaniający się obrazek spod białej warstwy papieru ... ;)
A gdyby jeszcze ktoś inny nam wybrał motyw, nakleił, a my byśmy ścierali nie wiedząc co nam się wyłoni ... to dopiero byłyby emocje :)
A na poważnie po prostu mam zamiar zrobić zajęcia z transferu na powierzchni twardej ... stąd transfer. Poza tym wyższość transferu nad metodą serwetkową jest taka, że można przenieść każdy motyw, poczynając od napisu, kończąc na zdjęciach osób bliskich ...
Ja oczywiście jak zwykle, wykonałam transfer tego co miałam w domu  wydrukowane na laserówce ... a miałam zdjęcia obrazów :)
Słoiki mają mi służyć w pracowni, więc z całą pewnością nie mogło być motywów kuchennych :)


Zresztą nie widzę powodu, aby w takich słoikach nie trzymać kawy, czy herbaty w kuchni. Przecież swobodnie widać co w nich jest :)


Mam jednak dylemat ... bo już miałam w ręku patynę i miałam jej użyć ... ale po namyśle zrezygnowałam.
Takie one wiosenno - letnie mi się objawiły, że przy tej pogodzie za oknem cieszą oko.
Ale dylemat mam - dobrze, że nie spatynowałam?
Jak myślicie?


Danuś kiepsko mi wyszło to zgapianie co? Twoje i moje to kompletnie inna bajka :)


wtorek, 10 stycznia 2017

Franek, Helenka ...

zaraz jedziemy do cioci Kasi ... kończcie już, posprzątajcie zabawki, czas się ubierać.
Dzieci, co wy tam robicie? Nie słyszycie, że wołam! Chodźcie już, Ciocia prosiła abyśmy byli na czas. Mamy dla Was niespodziankę ...

Mamo, mamo ... a Franek mówi, że nie jedzie ...  Mówi, że jak zawsze będzie nudno ... mamo, czy będzie nudno? Dlaczego Franek tak mówi? 


Mamo ... a nie wiesz gdzie jest mój konik? Bez konika nie jadę! Muszę zabrać konika!
Zapytaj Franka, ja nie wiem gdzie jest, pewnie gdzieś go położyłaś i nie pamiętasz gdzie.
Franek, nie widziałeś mojego konika? 
Nie widziałem, czy ja bawię się konikami? 
Zawsze gdzieś rzucisz, a potem problem. Daj mi spokój nie widzisz, że jestem zajęty?


Mam, przypomniałam sobie. Gdy wróciłam z przedszkola, położyłam go na półce. 
Mamo ... ja mogę już jechać ... znalazłam konika.


To dobrze, ale jeszcze sweterek musisz wziąć. Pewnie pójdziemy na spacer.


Sweterek? Po co, przecież ciepło u Cioci! No dobrze, dobrze ... idę.


To ja mam wszystko. Jestem gotowa ... ale Franek nadal siedzi przy kompie.
Mamo, czy on naprawdę nie jedzie? Zostaje w domu?


Jak się zaraz nie ubierze, to zostaje! Dosyć mam tego ciągłego namawiania, nie to nie.
Chodź Helenko, jedziemy. Skoro Franek nie chce, to niech siedzi sam w domu.
Mamo, a co będziemy u Cioci robiły. 
A co to za niespodzianka, o której mówiłaś?
Teraz mogę już powiedzieć ... jedziemy razem z ciocią do ZOO. A co to jest? 
To takie miejsce gdzie mieszkają różne zwierzęta, słonie, małpki, niedźwiedzie ... 
Ale super!


Mamo, Ciociu ... zobaczcie jakie śmieszne są te małpki.
A ten słoń ... jaki on duży!


A teraz kochane, zabieram Was do mnie na ciacho i herbatę :)
Co Wy na to?
Ale fajnie ... trochę głodna jestem.


Ale było fajnie Ciociu ... jak opowiem Frankowi to będzie żałował! 
Do zobaczenia ... Ciociu!
Pa, pa ...


Pozdrawiam serdecznie! 

Moje lalki pojawiły się dzisiaj w Teleekspresie ekstra :) 
Helenka jeszcze w częściach  :)

http://www.tvp.info/28303840/10012017-1715





czwartek, 5 stycznia 2017

Chyba po raz

pierwszy, tak mnie zaskoczył efekt końcowy.
Nie powiem podoba mi się, chociaż ...
Na pewno jest to płeć piękna, z całą pewnością nie jest to maleńka dziewczynka. Ale kompletnie na dzisiaj nie umiem określić wieku. Na etapie rzeźby uważałam, że to będzie mała dziewczynka ( chodzi o wiek ),po powleczeniu materiałem stwierdziłam, dziewczynka około 7 lat. Teraz po pomalowaniu mam wrażenie, że to zdecydowanie starsza panienka. Nastolatka?

Stąd nawet imienia nie ma ...
Przedstawiam Zielonooką :)



Macie pomysł, kto to może być?
Podpowiecie?


środa, 4 stycznia 2017

Święta i po świętach ...

czyli znów trza poszukać pomysłów na zajęcia :)
Na najbliższych będziemy uczyli się zwijać rurki czyli tworzywo do wikliny papierowej :)
Tutaj spoko nic nie muszę przygotować - na razie. Zresztą jakby co, to mam w domu co nieco w wikliny ...
Ale co potem, co na innych zajęciach?
Stwierdziłam, że chyba jeszcze z nimi nie robiłam transferu na powierzchniach twardych. Typu drewno, szkło, podobrazie.
Coby na początek nie zaczynać od razu od dużych czy skomplikowanych powierzchni, wymyśliłam taki klocek ... prosty, łatwy w obróbce itd, itp.
Jak zwykle pomysł jest, gorzej z tym co ma być przetransferowane. W domu nie mam drukarki laserowej, a do najbliższej dostępnej mam około 7 km.
Przeszukałam to co mam i wypadło na kwiatki, bo takowe miałam :)
Klocka nie malowałam farbą, bo ja lubię takie "drewniane " ... młodzież pomaluje swoje jak będzie chciała. Znalazłam taki środek do transferu, który nie musi schnąć 24 godziny ... bo ja w tej kwestii niecierpliwa jestem poza tym trudno zrobić warsztat, gdy element musi schnąć tak długo. Musielibyśmy przykleić na jednych zajęciach a resztę wykonać na kolejnych, za tydzień. Da się oczywiście ... ale różnie bywa z obecnością, raz są jedni, drugi raz inni.
Poza tym dobrze, gdy młodzi widzą efekt od razu ... wiadomo. Potem można dać im z tej samej dziedziny większy projekt na kilka zajęć, bo wiedzą już o co chodzi.

Mój klocek wygląda tak ... transfer bezpośrednio na drewnie, przetarty lekko papierem ściernym, postarzony patyną i polakierowany. Myślałam coby lekko pozłocić ... ale jednak zrezygnowałam.


Czy taki klocek może do czegoś służyć?
Chyba jedynie jako przycisk do papieru ;)


Pozdrawiam serdecznie i lecę pomalować kolejną główkę :)


wtorek, 3 stycznia 2017

Mój kolejny pierwszy

raz.
Wiecie, że od czasu do czasu mam tzw pierwsze razy ;)
Teraz też. Tym razem dotyczy lalek, które robię od pewnego czasu. Lalek z runa owczego. Głowy to rzeźba w runie, reszta wypychana też runem. Czyli ... lalki z runa :)
Dotychczas oczy tych lalek po prostu malowałam na tkaninie. Ciągle jednak kusiło mnie, aby robić je inaczej. Chciałam osadzać gałki oczne w wyrzeźbionej głowie, tak jak to jest u człowieka.
Łatwo powiedzieć gorzej wykonać. Oczywiście można takie gałki kupić gotowe, bodajże szklane są dostępne. Być może inne również, ale tego nie wiem.
Jednak moje lalki robię od A do Z sama, to i oczy chciałam mieć swoje. W końcu wymyśliłam sobie jak je wykonam i mam :)
Dzisiejszej nocy powstała pierwsza główka, z moimi oczami. W zasadzie sama rzeźba była już wcześniej, oczy też, ale dzisiaj powstała główka jako całość. Jeszcze bez fryzury, ale tę robię na końcu.

Oto główka małej Helenki :) bo zdecydowanie jest to dziewczynka.



Jak myślicie ile może mieć lat? 

Pozdrawiam serdecznie :)


poniedziałek, 2 stycznia 2017

Franek,

Franeeek!
- Mamo, chłopaki mnie wołają ... mogę iść? Zobacz pogoda fajna, pogralibyśmy w piłkę, mogę?
- A lekcje odrobiłeś? Pamiętasz, jutro sprawdzian z matmy...
- Odrobiłem. Wiem, wiem, uczyłem się wczoraj. Mogę iść?
- No dobrze, idź. Ale tylko na godzinę!
- Ubierz się!!!
- Dobrze mamo, wezmę czapkę ... i bluzę.


Mamo, nie wiesz gdzie moja bluza? 
Tam gdzie wczoraj ją odłożyłeś ... na komodzie.


Znalazłem, dzięki mamo, cześć . 
Pamiętaj, za godzinę jesteś w domu! Tato wraca i będzie obiad. Nie spóźnij się ...


Ok, będę. No to lecę, chłopaki się niecierpliwią. 


Cześć Grzesiek, cześć Jacek ... 
Nareszcie jesteś! Co tak długo?
Musiałem znaleźć bluzę, mama bez niej by mnie nie wypuściła. Wiecie jak to jest...


Ale już jestem ... to co idziemy? 
Do parku, czy na boisko? Szkoda, że Marek i Piotrek nie przyszli. 
Uczą się matmy! Jutro sprawdzian, a ty już umiesz?
Umiem, a wy?
Jeszcze nie, ale wieczorem zajrzymy ... albo jakieś ściągi się zrobi ;)


My tu gadu, gadu a czas leci. Za godzinę mam być w domu!
W takim razie idziemy do parku, bliżej jest!


Dobra, po drodze zajrzymy do Piotrka, może by z nami poszedł jednak.


Jasne, super! 
To co, kto pierwszy u Piotrka na podwórku?


Cześć Piotrek! Idziesz z nami do parku? 
Cześć chłopaki, idę! Co tam matma ... jakoś się napisze.
To co robimy? 
Gramy w piłkę? Gonimy się? A może jakieś podchody?


Niestety czas szybko leci, ani myśli się zatrzymać! Taka fajna zabawa, a ja muszę do domu! 
Już i tak jestem spóźniony. Znowu mama będzie marudzić ... ale jak tu w połowie zabawy się urwać? 
Czy mama nigdy się nie bawiła, że tego nie rozumie? 
Ciekawe czy babcia też ją tak beształa, gdy się spóźniła! A może mama się nie spóźniała? 
To chyba niemożliwe! Musiała się spóźnić chociaż raz! Muszę kiedyś zapytać o to babcię.


Pozdrawiam serdecznie wszystkich małych chłopców i ich mamy :)