Terminy warsztatów Paverpol

Niechorz, czyli w Bohaczykowie w każdej znanej mi dziedzinie rękodzieła, a znam ponad 30, liczyłam ostatnio.
Chętnie poprowadzę warsztaty w miejscu Waszego zamieszkania.


wtorek, 6 grudnia 2016

Pisałam kiedyś, że

byłam u Marty Bałabuch filcować szal ... pokazywałam ten szal oczywiście.
Bycie u takiej mistrzyni filcu nie mogło pozostać bez efektu. Od dawna podziwiam Marty umiejętności w tej dziedzinie ... jest po prostu niesamowita.
Od lat podobały mi się jej czapki z liskiem ... no to jak byłam to i wykonałam taka czapkę sama. W domu oczywiście, bo u Marty tylko szal. Starałam się, aby nie skopiować jej czapki, stąd u mnie bardziej kapelutek no i sam lisek zdecydowanie inny.
Fakt, że gdyby robić dla chłopca musiałaby być jednak czapka ... i być może i taka powstanie. Ale na dzis jest kapelutek :)


Oczywiście ruda ... no bo jaka inna mogłaby być, skoro lisek.
Bardzo podoba mi się efekt zaskoczenia w tego rodzaju czapkach. Z przodu normalna czapka...


Dopiero po przechyleniu głowy wyłania się lisek ...


Marty liski są bardziej lisie ... mój jest śmieszny...
Uszy trochę za duże ...


Nosek długi i spiczasty ... ale, o to chodziło :)


Pozdrawiam serdecznie ... jak powstanie wersja dla chłopca to też pokażę :)


piątek, 2 grudnia 2016

Dostałam kiedyś

od Danusi kilka par oczu.
Wszystkie normalne ... poza jednymi. Te oczy, po prostu wbiły mnie w osłupienie ;)
No bo... do czego można zastosować takie oczy??? Toć do żadnej postaci się nie da! Nawet gnomek nie bardzo ... nawet najdziwniejszy gnomek!
Zresztą swoją drogą ciekawa jestem do czego Danusia je stosuje :) Muszę ją kiedyś zapytać.
No to sobie leżały, aż do wczoraj. Kolejny raz zajrzałam do pudełka z oczami, bo szukałam czegoś. Kolejny raz je zobaczyłam i ... olśniło mnie, jedynie biedronka!

No to wykonałam ... biedronkę? No nie, raczej biedronę! Nie jest ogromna, ale jak na biedronkę to spora na długość jakieś 12 cm.
Biedrona ... dawno nie wykonałam czegoś tak na pograniczu kiczu! Bo chyba to jest na pograniczu. Mam nadzieję, że tylko na pograniczu ;) 


W pierwszej chwili dałam jej w łapki złotówę, ale tego to już sama nie mogłam znieść.
A pomysł ze złotówą nasunął mi się gdy przypomniałam sobie wierszyk
"Biedroneczko leć do nieba
przynieś nam kawałek chleba... "
Chleba jej nie dam, ale kasę na chleb ... no i dałam złotówę.


Jednak nie mogłam na nią patrzeć, musiałam złagodzić odrobinę ...
I jest jaka jest ;) Ciekawe czy młodzież zechce coś takiego wykonać?


No i porcja kolejnych szyszaków wykonana ... powoli mam ilość odpowiednią do rozmiaru mojej choinki :)


Pozrawiam :)



środa, 30 listopada 2016

Pozostając w tematyce

kolejne koniki.
Tym razem moje jest tylko malowanie :) Koniki są drewniane.
Pomalowałam je, postęplowałam, wykonałam maleńkie wypukłe dekoracje, delikatnie pozłociłam i już.

Mam ich sześć, takich oto.


W planach miały być to dwa zestawy, takie jka poniżej...



Ale postawiłam je też tak i teraz się zastanawiam :)



Co Wy na to? Jakie układy byście wybrali?



poniedziałek, 28 listopada 2016

Jest potrzeba,

jest bombka :)
Potrzebna była bombka dla koniary. Koniara wiadomo, nie bardzo uwielbia świecidełka itd, itp.
Pomyślałam, że najlepszy będzie styl eco.
Zastosowałam więc prawie same materiały naturalne. Prawie, bo w środku jest jednak kula styropianowa. Co prawda z odzysku, ale jednak.

Jak widać temat koński na wykorzystanym transferze, lekko podmalowanym.
Płótno z odzysku, szyszka osobiście zebrana w odpowiednim czasie, żołędzie również. Łezka perłowa też z odzysku, coby nadać jednak trochę blasku. Naturalny sznurek jako zawieszka i otok samego transferu.


Ten sam sznurek owinięty wokół środka kuli.
Po bokach sznurka pierścień z fajną fakturą, uzyskaną z kaszy gryczanej posmarowanej złotą pastą metaliczną.
Z tej strony motyw radosny, w trakcie skoków - myślę, że udanych.


Druga strona po odbytych skokach, zmęczeni jeździec i koń ;)
Tutaj dodatkową ozdobą jest szyfonowa wstążka.


Pozdrawiam serdecznie :)

niedziela, 27 listopada 2016

Lubicie zimę?

Ja lubię.
Właśnie napadało sporo śniegu i Antek stoi pod oknem i wrzeszczy : Koooostek, Koooostek!
Przecież, jak napadało to nie można w domu siedzieć!
Wiem, wiem, mama mówiła, że lekcje, że posprzątać itd...
Ale przecież robota nie zając, nie ucieknie ... a śnieg może stopnieć. Nie ma co zwlekać, trzeba brać sanki i biegiem na górkę. Tę najbliżej domu ...
Dlatego właśnie Antek się wydziera ...
Szybko ubrałem się ciepło, ale wygodnie ... i wyszedłem.

 Jeszcze tylko do garażu po sanki i możemy iść.


Nie było łatwo je znaleźć ... bo tata je chował w poprzednią zimę. A teraz go nie ma, wyjechał do pracy, więc nawet nie mogę zadzwonić i zapytać. Szkoda, że tak jest ... kiedyś gdy był z nami to chodził ze mną na łyżwy i na sanki. Latem też sporo razem robiliśmy. A teraz ... szkoda.
Ale jakoś w końcu z Antkiem znaleźliśmy.


Sanki mamy, no to tylko dojść do placu, wejść na górkę i można zjeżdżać.

Pierwszy śnieg zawsze wygania na dwór sporo dzieciaków. Kilku dorosłych też przyszło. 
Zawsze się zastanawiam, czy jak dorosnę to też przestanę lubić zimę?
Dlaczego dorośli jej nie lubią? Przecież też mogą zjeżdżać na sankach, jeździć na łyżwach albo na nartach!
A jednak jak tylko spadnie śnieg, to narzekają. 


Ja tam lubię zimę, szczególnie jak jest śnieg!
A Wy?
Lubicie zimę?

Pozdrówki ślę wszystkim zalądaczkom i zaglądaczom ... jeżeli tacy są.
Kostek oczywiście wykonany metodą gnomkową :)



sobota, 26 listopada 2016

Słyszałem, że

wczoraj był światowy dzień misia! Co prawda pluszowego, ale był!
Dlaczego o tym wspominam? Bo ... ja wczoraj się urodziłem!!! Wyobrażacie sobie ... w taki dzień! To tak jakby ktoś z Was urodził się w światowym dniu człowieka! Nie ma takiego? Naprawdę? Ciekawe dlaczego?

Jestem zielony ... nie żeby mało wiedzący ... tylko naprawdę zielony!
Antoni! Tak mam na imię!


Listopad to zimny miesiąc, więc ubrano mnie od razu w ciepłe spodenki!
Dostałem też czapkę! Pamiętacie ten kawał o Jasiu, co miał duży beret?



Jak stoi koło mnie to wydaje się ogromna, ale na głowie to jakby za mała ... może uszy mam za duże?


Mam też szalik do kompletu. Wieje dzisiaj potwornie, więc przyda się na pewno.


Założyłem wszystko i teraz bez obaw mogę wybrać się na spacer. 
Może już nie dziś ... bo późno i ciemno.
Ale jutro to już z całą pewnością pójdę!


Buziaczki wysyłam ... jakem Antoni ;)

czwartek, 24 listopada 2016

Wyobraźcie sobie, że

ONA postanowiła nas zatrudnić do przenoszenia prezentów i życzeń!
Ciekawe jak sobie to wyobraża! Toć my mamy trochę lat! Żeby kogoś z takim bagażem lat zatrudniać do pracy! To niewyobrażalne!
A jednak ...

Gnom Wstydliwy ma gdzieś zanieść jakieś takie złote kule. Dostał tego cały wór! 
Już widzę po oczach, że kompletnie nie pamięta komu!


Gnom Śmieszek ma podobne zadanie. Nie wiem, czy ma mniej tych kul... ale jak na razie nie zarzucił sobie tego wora na plecy. Może myśli, że uda mu się to pod pachą przenieść. 
Ciekawe, czy po drodze nie zbłądzi ... bo już teraz, zamiast myśleć o tym co ma wykonać, śledzi biedronkę na swoim nosie. 
Myślę, że puki ma ją tam gdzie ma, nigdzie nie pójdzie ;)


A ja dostałem zadanie ... nie do wykonania. Mam jakąś kartkę i podobno mam to przeczytać! 
Tylko, że ja nie umiem! Znam kilka liter ... ale żeby czytać to nie! Jak ja byłem mały ... tylko czy ja byłem kiedyś mały? Jak myślicie? 
Ale na pewno jeżeli, to wtedy nie było szkół!
Kompletnie nie wiem, co ja mam z tym fantem zrobić. 
Oczywiście nie przyznałem się ... no bo jak!
Jakby co, to pomożecie?


Poza Gnomkami wykonałam takie oto drobiazgi.
Dwa świeczniczki ... w słoikach po jogurtach - dostałam je od Danusi - Anstahe. 
Słoiki nie jogurty ;)


I medalion ... chciałam, aby był całoroczny.
Z jednej strony ma ptaszorka...


Z drugiej kota...


A teraz się pochwalę. Jakiś czas temu wygrałam rozdawajkę u Edyty . Wygrałam u niej różne różności, zobaczcie sami. Wszystko co na zdjęciu mam od Edyty.
Jedynie deseczka z tyłu w róże jest od Małgosi.
U Małgosi wygrałam warsztat malowania farbami kredowymi. W związku z tym w miniony weekend wybrałam się do Warszawy. Tam spotkałam się z Małgosią i Edytą. 
Spotkanie bardzo fajne, twórcze ... wiecie jak to jest, gdy spotkają się osoby z pasją.
Jedynie szkoda, że nie był to warsztat w większym gronie, na jaki liczyłam. Widocznie nie udało się.



Na tym spotkaniu pomalowałam sobie tacę farbą kredową w kolorze mięty i na niej naniosłam sobie szablonem motyw piórek. Delikatnie jak to z piórkami bywa.
Niestety kompletnie nie potrafię wykonać dobrego zdjęcia tej tacy!
Musicie mi uwierzyć na słowo, te piórka tam są :)


Jak już pojechałam do stolicy, to postanowiłam spotkać się też z Martą, którą znam od kilku lat i od kilku lat sie umawiamy ;) Marta świetnie filcuje na jedwabiu.
U Marty wykonałam szal ... sporo się nauczyłam i dowiedziałam. 

A szal wykonałam taki :)



Pozdrawiam wszystkie zaglądaczki i zaglądaczy :)