Terminy warsztatów Paverpol

Niechorz, czyli w Bohaczykowie w każdej znanej mi dziedzinie rękodzieła, a znam ponad 30, liczyłam ostatnio.
Chętnie poprowadzę warsztaty w miejscu Waszego zamieszkania.


niedziela, 12 listopada 2017

Wczoraj przy okazji

wykonywania skrzydeł dla Gracjana ... pobawiłam się Art Stone.
Art Stone należy do mediów, które zawsze powodują, że się zastanawiam czy ja to lubię?
A dlaczego?
A dlatego, że przy tym robię niesamowity bałagan ( nie twierdzę, że tak musi być ... ale ja tak mam ), muszę potem go posprzątać ... poza tym nie zawsze podoba mi się efekt końcowy ...
Art Stone pozwala na fajne efekty, można z nim różnorodnie pracować ... powierzchniowo ale i można potraktować go jako pewnien rodzaj gliny.

Przy skrzydłach Gracjana jest fajnie ... są trochę popękane, a o to mi chodziło. Więc ok.
Miały być tylko te skrzydła ... ale dodałam za dużo art stone i wyszło mi tego zdecydowanie za dużo. A jak zostało to trzeba było coś z tym zrobić.
Ja z tym produktem tak mam jak z gotowaniem kaszki ;) ... znacie to? Najpierw dodajemy ileś tam kaszki do wody, potem okazuje się, że wody jest za mało, dodajemy wody wtedy okazuje się, że za rzadkie ... dodajemy kaszki itd ... w efekcie mamy trzy gary pełne kaszki ... a miała być mała miseczka ;)

Tak oczywiście było i tym razem.
Wykonałam dwie broszki ...


Pierwsza maleńką z różyczką, tutaj potraktowałam Art Stone jako glinę, dodałam tyle paverpolu, że powstała plastyczna masa. Nie ma jednak efektu kamienia.Raczej wyglądem przypomina coś ulepione z gliny.


Druga ... większa, sama nie wiem jak ją opisać. Tutaj też Art Stone potraktowałam jak glinę, dodałam szablonem efekt cegiełek, a z drugiej strony kamień, sznurek i wykonałam Art Stone efekt kamienia. Dodałam trochę efektu rdzy, ale na zdjęciu tego nie widać.


A ponieważ nadal miałam tej masy zdecydowanie dużo ( efekt kaszki ) ... Postanowiłam ulepić głowę i wykonać ją tak aby wyglądała na starą rzeźbę w kamieniu. 
Czy mi to się udało? Sama nie wiem. 



Wybrałam się też na spacer, pomimo zimna. Zdjęcia wyszły średnie ... ale ten modrzew wygląda fajnie. Lubię modrzewie jesienną porą. Niestety większość wokół domu połamała wichura.


Zuzia pomimo zimna postanowiła wylążować Dramę. 
Jak widać Drama stoi spokojnie - na razie ...


Na tym zdjęciu, ma minę jakby mówiła : czy ty myślisz, że dam się w to ubrać?


Pozdrawiam jesiennie :)








sobota, 11 listopada 2017

Nie wiem

czy ktoś z Was pamięta Gracjana. podejrzewam, ze nikt.
Był taki ... dawno temu.
Anioł z gliny z gatunku nie słodkich ;) Ulepiłam go, gdy jeszcze chodziłam lepić ... aktualnie nie chodzę ... szkoda, bo lubiłam.
Ale nie można mieć podobno wszystkiego ...
Wracając do Gracjana...
Był on sobie u mnie, stał gdzieś ... szczerze mówiąc nie pamiętam gdzie stał przed N.  Ale podczas remontów komuś spadł, no i oczywiście połamał skrzydła.
Powiem szczerze ... chciałam go wyrzucić, ale w tym rozgardiaszu, udało mu się uchować.
Skoro mu się udało, to darowałam mu życie ... nowe, anielskie :) Oczywiście dostał nowe, nowiuteńkie skrzydła. Tym razem z Art stone. Świetnie ten produkt komponuje się z gliną. Idealnie, łatwo się łączy.
Gracjan jest bezcielesny ... jak pisałam, gdy powstał ... nie wiemy czy anioły mają ciała ... Gracjan nie ma.
Ma jednak głowę, dlaczego? Może po to, aby mógł patrzeć? A może dlatego abyśmy się zastanawiali dlaczego ma głowę, a nie ma ciała? Może?



A może po prostu dlatego, że jest wypełniony światłem ... 


Stoi, spogląda w górę ... ciekawe co tam zobaczył ...


Trochę fotek jesiennych ... 







Na koniec smutna informacja ... nie mamy już maleńkiego kotka ... :( 

niedziela, 29 października 2017

Nasz nowy

domownik.
Ma kilka dni zaledwie ... ale już oczy otworzył ( lub otworzyła ).
Maleństwo absolutne ...
Skrzynka, w której przebywa maleństwo i mama ... stoi w mojej małej pracowni. Chcemy aby było przyzwyczajone do normalnego funkcjonowania naszego domu. Jak widać na zdjęciach szybko mama i ono zaakceptowały ludzi. Czyli maleństwo zaakceptowało, a mama zaakceptowała fakt, że ludzie od czasu do czasu pogłaszczą jej dziecko.

Jak widać, lubi być w ciepełku :)


Kajtuś przejęty rolą bardzo, a mamusia jak widać - poza mówi sama za siebie - nareszcie trochę wolnego ;)
Ale musze przyznać, że opikuje się maleństwem z całym oddaniem. Nawet nie chce wychodzić na dwór ... czyli muszę dokupić piasku do kuwety ;)


Kajtuś zaglądał, coby zobaczyć kolor oczu ... Twierdzi, że ma zielone :)


Pozdrawiam serdecznie z nietypowym jak na mój blog postem.





niedziela, 22 października 2017

No tak ja znowu

w związku.
No cóż poradzę, że ciągle jakiś związek z N. ma moje działanie i niedziałanie.
Kilka postów wstecz pisałam, że nie mogę znaleźć bransoletek na krośnie ( dobrze je schowałam ), które zrobiłam jako przykłady na zajęcia - wykonałam je przed N.
Pokazywałam wtedy dwie proste, które zrobiłam abym miała co pokazać, na zajęciach - bo tamte zgubiłam ... czyli schowałam, tak aby ich nie zgubić, bo przeciez wiedziałam, że będą potrzebne.
Coby mieć chociaż jedną trochę inną, to po skończeniu prostych wykonałam sobie schemacik i zaczęłam robić kolejną, coby ją pokazać na kolejnych zajęciach.
No i co?
Oczywiście znalazłam tamte ;)
Mimo to musiałam skończyć tę ... bo przecież nie zostawię jej niedokończonej na krośnie! Poza tym miałam już rozsypane koraliki ... a w Kopciuszka bawię się tylko raz przy każdej pracy - po zakończeniu!
Cóż było robić? Nic tylko brać się do roboty i skończyć co się zaczęło.
Tym sposobem wykonałam kolejną ...

Tym razem z modrakami :) 
Kto zgadnie do czego pasuje?
Zdjęcie nie najlepsze, bo położyłam ją na stożku i wygląda jakby się marszczyła ... poza tym wykonane przy sztucznym świetle :)


A oto schemacik do tej bransoletki :) 


Jeszcze jedno, a w zasadzie dwa :)
Też w związku, więc razem to wrzucę :)
Podczas N. poniszczyły mi się również lampy. Była potrzeba kupić lub ... wykonać nowe.
Postawiłam na to drugie. Jedną już Wam pokazywałam ... dzisiaj pokażę dwie kolejne.
Sa to lampy w stylu "coś z niczego". Niemal darmowe. 
Słoiki wynalazłam w jednym ze zbiorów słoikowych w garażu ( są do zapraw ). 
Obie wiszą w moich pracowniach.
Pierwszą ozdobiłam szablonami i masą szpachlową ( mam, bo szpachlowałam ściany )
Zwis z oprawką ze starej lampy, wyszorowany do białości ;)
Nakrętka pomalowana na srebrno - spray był w czeluściach moich przydasi.
Ta wisi w małej pracowni.


Druga ozdobiona sznurkiem ( też z zapasów ).
Dodałam dwa okręgi metalowe, leżały sobie od dawna i okazało się ,że idealnie pasują średnicą.
Tym razem zakrętki nie malowałam ... jakoś srebrna mi nie pasowała mimo srebrnych okręgów.
Zwis jak wyżej ;)


Tak wygląda zapalona.
W pracowniach potrzebuję mieć jasno, szczególnie o tej porze roku ... te lampy dają mi to w 100 %




Serdecznie pozdrawiam :) 
Myślę, że już niedługo będę mogła działać rękodzielnie - nie tylko to co muszę :)


czwartek, 19 października 2017

Wiem, teraz jest moda

na malowanie starych mebli farbami kredowymi.
Nawet w pewnym momencie miałam gdzieś z tyłu głowy, że swoje też pomaluję. Jednak tego nie zrobiłam.
Teraz po N. też ten pomysł wrócił. Meble stoję w pokoju z kominkiem, zawsze tam stały ... odkąd tutaj mieszkamy.
Nie są to meble, które nabyłam drogą kupna ( mówię o tych dużych ), są to meble po dziadkach mojego męża.
Noszą ślady używania, ale te ślady zrobili przodkowie naszej rodziny ... dziadkowie, pradziadkowie no i my ...
Myślę, że są to cenne ślady. Nie będę ich zamalowywała, niech są.
Dlatego po pomalowaniu ścian, po prostu je zawoskowałam, wypolerowałam i są jakie są ... z cennymi śladami użytkowania.
Takie pozostaną ...
Jak widać pokój jest pusty, świeżo po malowaniu - aktualnie są w nim jedynie te meble - na razie. Potem oczywiście pokój zostanie oddany do użytku, czyli zamieszkany. Jeszcze co też widać na zdjęciach, podłoga nosi ślady po malowaniu, chociaż już myłam ją 4 razy :)
Ale pył jest wszędzie, w całym domu. Jest i w tym pokoju.

Kredens


Duży stół ( tutaj nie jest rozłożony ), z tyłu dwa krzesła, które były od tego kompletu, jest i trzecie ale na tyle zniszczone, że pewnie coś z nim będę musiała zrobić. Dwa pozostałe spaliły się w pożarze naszego domu. 
Trzy z przodu, to krzesła przez nas nabyte.



Mały kredens i niewielki stoliczek, na którym kiedyś stały srebrne naczynia. Tych nie odziedziczyliśmy :)


Fotel jest niesamowicie wygodny, ale nabyty drogą kupna.
Skrzynia, szczerze mówiąc nie wiem czy po tych samych przodkach, ale odziedziczona. 


A kto pamięta takie radia z zielonym okiem?
Wyobraźcie sobie, że ono gra :)



Tak więc nie jestem modna ;)

środa, 18 października 2017

Potrzebowalam też

stół i krzesła do kuchni. 
Kiedyś miałam stół w kuchni, potem po zmianie mebli w kuchni zamocowaliśmy tylko niewielki blat, który miał służyć do spożywania szybkich posiłków, a w realu był ciagle czymś zasypany i nikt nigdy przy nim nie siadał. 
Zamarzyło mi się, aby powrócić do stołu w kuchni.
Potrzeba matką wynalazków podobno. 
Przed N. miałam stół w holu i do niego krzesła ( niektórzy mówili na nie fotele ) ... stół jest jeszcze z czasów, gdy moje dzieci były małe, są na nim ślady po ich działalności ... 
Stół pokryty lakierem, ale już był na etapie - zawsze obrus ;)
Postanowiłam zaadoptować go do kuchni. Czyli konieczne było zdrapanie starego lakieru i zeszlifowanie powierzchni. Nie bójcie się spoko, nadal są ślady działalności, bo była konkretna i coby ją usunąć w całości musiałabym zeszlifować niemal połowę blatu - zresztą nie chciałam pozbywać się tych pamiątek :)
Czyli zeszlifowałam i pomalowałam blat lakierem, nogi farbą do drewna w kolorze malachitowym. Tak samo pomalowałam siedziska krzeseł. 
Wcześniej stół był trochę dłuższy, ale odkręciłam ruchomą część i idealnie się zmieścił w kuchni. Nie mieszczą się przy nim teraz wszystkie krzesła ... tylko trzy. Pozostałe stoją w innym miejscu i jakby co mogą być dostawione. Na codzień nie potrzebujemy wiecej krzeseł.


Aktualnie kuchni jest żółta ( wcześniej była miętowa )
Jeszcze poduszki będą miały zmienione pokrycia, ale to jak skończę z remontem. 


Dekoracje w kuchni są też przypadkowe, ciągle mam wszystko wszędzie :)


Serdecznie pozdrawiam nadal remontowo ... ale już powoli idziemy ku końcowi :)


wtorek, 17 października 2017

Przed nawałnicą

stała sobie taka stareńka szafka w holu.
Podczas nawałnicy lekko dostała. A już wcześniej nie była rewelacyjna. Po prostu czas zrobił swoje. Na renowacji mebli jeszcze się nie znam, ale chciałabym poznać i te tajniki. Jakieś pojedyńcze mebelki mam za sobą ... nawet jakąś tapicerkę ... ale wszystko metodą własną, sądzę że niewiele ta metoda ma wspólnego ze sztuką renowacji mebli ;)
Tę szafkę w zasadzie już miałam wyniesioną, do zlikwidowania.
Jednego dnia wchodząc do domu spojrzałam na nią i ... stwierdzilam, że jeszcze dam jej jedną szansę.
Tym bardziej, że pilnie potrzebowałam szafkę do łazienki.
Wniosłam więc ( pomiędzy jednym malowaniem ścian a drugim ) do domu. Akurat było miejsce ;)
Właśnie miałam na tapecie malowanie mebli w kuchni - trzeba było je odświeżyć.
Wzięlam do ręki pędzel i farbę, którą malowałam meble w kuchni ... i sobie tak malnęłam. To nie są przecierki, to jest tylko pomalowane pędzlem.

Stanęła w świeżo pomalowanej łazience i wpasowała sie w nią fajnie. Jeszcze w szybkach pojawią się cósie, które zasłonią to co w szafce jest ;) Ale na to przyjdzie czas po remoncie.

Oto ona :)
Uratowana kolejny raz przed wyrzuceniem.


Teraz cieszy moje oko ... dobrze, że jej nie wywaliłam :)
Nadal sie remontuję ... ale już powoli widzę koniec.