Nie powiem abym uwielbiała upały ... ale to już przesada w drugą stronę! Gdzie podziało się nasze lato?
Nie dosyć, że zimno to do tego ponuro ... koszmarnie po prostu.
Nie chce się nawet nosa za próg domu wysunąć ... każdy spacer grozi zimnym deszczem albo zimnym wiatrem. Trzeba by się ubrać tak, jakby to był spacer jesienny ...
Nie narzekam, bo i po co ... zresztą ja z tych co to nie nudzą się w domu, ale i tak milej się pracuje w domowym zaciszu jak za oknem słoneczko świeci i ptaszki śpiewają.
A skoro i tak w domu siedzę, to czytam jak zawsze ... bo ja czytam przy każdej okazji.
Aktualnie czytam wywiad z Urszulą Melą ... mamą Jana Meli.
O słoneczko zaświeciło :) od razu lepiej ...
Poza czytaniem nadal działam na krośnie. Muszę sprawdzić wszystkie możliwości a przynajmniej dużo.
Dzisiaj opanowałam wysuwanie nitek osnowy, aby wykończyć brzeg w sposób naturalny, bez metalowych zakończeń. W taki sposób wykończyłam dolną cześć kolczyka. Górną ujęłam już w metalowy zacisk ( taki miałam w domu, bo czego to ja nie mam ;) )
Wyszły mi takie oto maleńkie kolczyki. W sumie są fajne, leciutkie ... można by wykonać naprawdę spore bez nadmiernego obciążenia ucha.
Gdybym miała koraliki w dużej palecie kolorów to pobawiłabym się ... ale nie mam to czynię z tego co mam.
Serdecznie pozdrawiam












.jpg)

