Terminy warsztatów Paverpol

Niechorz, czyli w Bohaczykowie w każdej znanej mi dziedzinie rękodzieła, a znam ponad 30, liczyłam ostatnio.
Chętnie poprowadzę warsztaty w miejscu Waszego zamieszkania.


środa, 11 listopada 2015

Aniu

Koroneczko uległam Twojej prośbie...
W końcu nie można być upartym i nieprzejednanym ;)
Tak - Ania poprosiła mnie w poprzednim poście, o pokazanie pieca w mojej kuchni. Piec został postawiony jakieś 15 lat temu ( chyba ) przez miejscowego zduna, który poszukał dla nas stare 100 letnie kafle. Kafle białe, proste nic szczególnego - ale chciałam koniecznie, aby były stare.
W niektórych miejscach trzeba było sztukować, bo już całych nie było... ale mi to kompletnie nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie.
Sam pomysł postawienia pieca narożnego, należy do mojego M. Ja z kolei koniecznie chciałam, aby pociągnąć kafle jeszcze w górę i zrobić półkę. Tak to zostało zaplanowane i wykonane. Miał jeszcze być tzw. bratnik ... ale tak mnie urzekły koronkowe drzwiczki, że powstało coś, co pozwalało jedynie na suszenie owoców ;)
Kiedyś ten piec ogrzewał cały nasz dom, więc w każdy dzień jesieni i zimy trzaskał w nim ogień... powiem Wam, że niekiedy tęsknię do tego trzaskającego ognia w kuchni. Do tamtej kuchni ... bo i kuchnia wtedy była inna ... był w niej stół, którego teraz nie ma - jest obok w jadalni. Niby niedaleko...
No i ten garnek zupy, który stał sobie z boku ( oczywiście nie każdego dnia ) i w każdym momencie ... obojętnie o której wracało się zmarzniętym, można było od razu zjeść talerz gorącej zupy! A wtedy jeszcze były mroźne zimy.
Miało to jeden minus ... kuchnia nadawała się do malowania po każdej zimie!

No to się rozpisałam, powspominałam to kolej na obiecaną fotkę :)


Oczywiście jak się pewnie domyślacie mieszkam na wsi ... 
Nie urodziłam się tutaj ...  prawie 30 lat mieszkałam w okolicy Poznania,
w Poznaniu się urodziłam ja, mój M i moje córki,
synowie to już Krajanie, a nie poznańskie pyry...
Sporo czasu zajęło mi zaakceptowanie tego miejsca... 
Do dziś chyba nie do końca tutaj pasuję... ale jest to moje miejsce...
Pozdrawiam serdecznie!



26 komentarzy:

  1. Piec cudny i moje niespełnione marzenie. A ja się cieszę, ze nie mieszkasz w Poznaniu, wiem @ jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jesteś ... ja też już się cieszę :)

      Usuń
  2. Piękny piec, szczególnie urocze są te koronkowe drzwiczki. Na wsi gdzie ostatnio często przebywam, też mamy kaflowy piec, używany obok kuchni gazowej. Uważam, że jedzenie na nim przygotowane jest o wiele smaczniejsze, lubię ciepło które od niego bije gdy się napali ( szczególnie zimą) wprowadza ono do domu jakąś niezwykłą atmosferę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo tak o tym myślę, mówiąc ze tęsknię. Ale w tym roku chociaż kilka razy napalimy :)

      Usuń
  3. Jak opisywałaś momenty, w których w Waszym piecu płonie, to przez chwilę, usłyszałam trzask spalanych bierwion... też kiedyś mieliśmy taki piec w kuchni, mama często piekła podpłomyki, na płycie, grzyby były suszone, jabłka, też ten garnek stał, pogrzebacz najważniejsza rzecz prawie ... :)
    Wspaniałą Masz kuchnię, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogrzebacz do dziś leży na placie ... i myślę, że od czasu do czasu się przyda :)
      Tak zapach suszonych na takim piecu owoców i grzybów niepowtarzalny.

      Usuń
  4. Dziś przeczytałam Twój post i ... najpierw zaczęłam ryczeć, musiałam dojrzeć do komentarza, spokojnie, nic nie przeskrobałaś, to jest we mnie, bo ja też, jak sama mawiam " ni pies, ni wydra ", mieszkam gdzie mieszkam, ale czy to moje miejsce jest wymarzone ? Dom jest moim domem, rzadko go opuszczam, a jeszcze przyjemniej mi się wraca, ale ... zbyt często jeździłam w Twoje ( obecne Twoje ) strony, żeby tutaj, w 100 % czuć się u siebie i być szczęśliwą ...
    Piec jest cudny i ja bym szybciutko wróciła do używania go, nie musi stać na nim zupa, zapach palonego drewna i trzask wydobywający się ze środka, że o ciepełku nie wspomnę są cenniejsze, niż konieczność malowania :)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekiedy też tak myślę ... zobaczymy moze w tym roku chociaż kilka razy napalimy :)

      Usuń
  5. Czarowny ten piec... I ja od lat posiadam takie marzenie, ale po rozmowie ze zdunem, przez trzy dni nie mogłam ochłonąć z wrażenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co, aż tyle chciał ;)
      Wtedy to były niewielkie pieniądze, jeszcze nie było to modne ... tylko potrzebne na wsi ;)

      Usuń
  6. Wspaniały!!! Pamiętam taki u dziadków - u jednych biały, a u drugich zielony... pieczone jabłka, suszone grzyby...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, a ja nie mam takich wspomnień ... bo ja z dziada pradziada miastowa ... przed przyjazdem tutaj była na wsi ze trzy razy i to tylko na kawie ;)

      Usuń
  7. Ale klimatyczne miejsce! I malowniczo je opisałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow! Beatko, masz cudo w domu! I dzięki serdeczne, że jednak uległaś mojej prośbie. :)))
    I Ty twierdzisz, że nie masz czego pokazywać? Piec i całe jego otoczenie urządziłaś po prostu pięknie!
    Co do wrastania w środowisko, to jak się akurat wychowałam w niedalekiej okolicy od Twojego obecnego miejsca zamieszkania. I choć już kilkadziesiąt lat mieszkam, gdzie mieszkam, to ciągle nie umiem tak do końca wrosnąć w to środowisko. To chyba już tak jest. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu jedyne pewne to zmiana ... więc siezmieniam ;)
      Może faktycznie masz rację ... że człek jakos do miejsca urodzenia się przywiązuje :)

      Usuń
  9. No patrz, my z Ustki na Podlasie się przenieslismy. Mija dwa lata dopiero (a może już ) od tego momentu,a ja nie żałuje. Może lepiej jednak tu pasuję? Jeszcze nie wiem, okaże się...
    Piec masz przepiękny! Jakby w tym domu, który kupilismy niedawno, było takie cudeńko, to bym nie pozwoliła rozebrać, a niestety ten, co był, to sama kazałam rozebrac :) No, ale za to mamy babo-jagowy kominek, w którym można powiesić na specjalnym haku gar zuy lub na "wilkach" postawić patelnię :) Więc oprócz płyty indukcyjnej, która planujemy, będzie też gotwanie na żywym ogniu :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki kominek to moje marzenie. Chciałabym taki na dworze.
      Na to moje trudne przystosowanie miało wpływ wiele czynników ... po pierwsze nie chciałam mieszkać na wsi ( wtedy ), po drugie po roku urodził się mój niepełnosprawny syn i potem przez wiele lat ćwiczyłam z nim wiele godzin dziennie... po trzecie w zasadzie nie wychodziłam do ludzi wtedy... więc to miejsce kojarzyło mi się nie najlepiej ;)
      No i mieszkam na uboczu ... wtedy najbliższy sąsiad był w odległości 1 km ... teraz trochę bliżej :) Ale teraz też cenię sobie taki rodzaj mieszkania.
      Teraz nie chciałabym mieszkać w mieście ... No i czasy kompletnie teraz inne ... każdy ma samochód, który powoduje, że świat stał sie mniejszy i nie ma problemu gdy sie chce być z ludźmi :)
      A jednocześnie mieszkając jak mieszkam nie muszę z nimi być jak nie mam ochoty ;)

      Usuń
  10. Czytam tan wpis i wszystkie komentarze i wspominam czas, który mogłam spędzić w Twoim przytulnym i ciepłym domu. Twój dom i otoczenie mnie zauroczyły i za każdym razem cudownie się u Ciebie czułam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu może jeszcze kiedyś uda się powtórzyć :)

      Usuń
  11. oprócz swoich zalet cieplnych i wizualnych taka kuchnia to samo zdrowie, bo gotowanie na "żywym" ogniu, to po prostu niepowtarzalny smak :-)

    Wiem co mówię, bo mam porównanie. Nasza Babcia dysponuje takową kaflową kuchnią... i irytuje się, że wszyscy chcą siedzieć w kuchni a nie w "stołowym" ! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o tym .... i tęsknię za tym jak palił sie w nim ogień ... może wrócimy do tego :)

      Usuń

Witam serdecznie. Cieszę się, że jesteś. Dziękuję za każde słowo tutaj pozostawione :)