Od baaaardzo dawna te krzesła stały sobie cichuchno w kątku. Krzesła to pozostałość po zlikwidowanej bardzo dawno szkole wiejskiej. Niestety tylko te 4 udało nam się zdobyć - reszta została podobno spalona - szkoda.
Krzesła mają stać docelowo w domu mojej córki. Najpierw miały być przecierki w kolorze czerwonego grapefruita... ale po zobaczeniu koloru w realu, Sandra absolutnie odstąpiła od tego pomysłu.
Stały sobie te grapefruitowe krzesła i kurzyły się.
Do wczoraj!
Pomalowałam im niektóre miejsca na brąz, potem potarłam świeczką i pomalowałam na... no właśnie dostałam do pomalowania kolor, który miał być beżem... moim zdaniem bardziej przypomina złamaną biel... trudno.
Przetarłam je tak, aby przebijały trzy warstwy - czyli grapefruit, brąz i samo drewno... mnie się podoba...
Teraz pozostaje już tylko, lub TYLKO ozdobić go kwieciem w monochromatycznych brązach ... Pokazuję je na tym etapie bo jak je sknocę to ten etap pozostanie ;)
Hahaha przecież Ty nie jesteś w stanie sknocić...no nie Ty...
OdpowiedzUsuńNie sknocisz!!!!!Będzie super!!!:)
OdpowiedzUsuńty i sknocisz, nie znasz samej siebie?
OdpowiedzUsuńgdybym cię nie znała, pomyślałabym że trąci tu fałszywą skromnością ;& ale że ciutkę cię znam - proszę, WIĘCEJ WIARY we własne zdolne rączki ;)))
OdpowiedzUsuńNo właśnie u mnie z tą wiarą to kiepsko... stąd niektóre prace dłuuuugo muszą odleżeć, abym nabrała odwagi, albo jakiś bat, też pomaga.
UsuńTym razem obietnica, ze po świętach to już na pewno, i wyjścia nie było
:-)
OdpowiedzUsuńWszystko za co się bierzesz wychodzi wspaniale więc jakoś o te krzesła jestem spokojna :))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ja już też bo je malnęłam ;-)
Usuń